niedziela, 11 maja 2014

Z Bogiem jak równy z równym oraz dykcja ważna rzecz- czyli okołokościelne przemyślenia.

Dzisiaj po raz kolejny miałem okazję uczestniczyć w Niedzielnej Eucharystii w parafii w Józefowie.
Wybrałem Mszę Wieczorną, na 18. Z racji tego, że od 12(!) lat jestem w Służbie Liturgicznej, to wyrobiłem w sobie ten nawyk wychodzenia do kościoła dużo wcześniej niż inni. Zresztą uważam że przyjście do kościoła mniej więcej 30 min przed mszą powinno być czymś naturalnym- bo wtedy jest okazja do solidnego przygotowania się do Eucharystii od strony duchowej- zebranie myśli, intencji w jakiej przyszliśmy... można nawet prywatnie odmówić 10tkę różańca albo całą jedną część- tak jak to robią panie z Koła Żywego Różańca.
Dochodzę więc już do świątyni i słyszę że kończy się właśnie nabożeństwo majowe. Wchodzę do przedsionka, klękam tam i trwam tak aż do zakończenia nabożeństwa. Wynika to z tego, że po prostu nie lubię wchodzić do Świątyni, gdy coś już tam trwa... po prostu uważam że to jest niestosowne.
W czasie, gdy klęczę widzę że chyba tylko ja taki jestem wstydliwy... inne osoby zwyczajnie wchodzą, a nawet jak gdyby nigdy nic stoją. Reszta osób klęczy, a tam na początku, na ołtarzu widzi to Pan Jezus, obecny w Najświętszym Sakramencie, wystawiony w Monstrancji. Uważam że to jest lekko lekceważące. Te osoby, co weszły stoją sobie, uważając siebie za równych Bogu! O zgrozo...
W międzyczasie doszły inne osoby, przy okazji ksiądz rozpoczął błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem. I co? I nic- te osoby, co weszły znów stoją, nic sobie nie robiąc z tego kto jest obecny tam przy Ołtarzu. Przyznam się że się przeraziłem takim... ostentacyjnym spoufalaniem się z Bogiem.
Nabożeństwo zakończone, wchodzę do Świątyni zajmuje miejsce w ławce.
Rozpoczyna się Msza. Okazuje się że odprawia ją ksiądz, który ma problemy z dykcją. Jedyne co można było zrozumieć z jego mówienia to była homilia, a tekstów modlitw domyślałem się, dzięki temu że osłuchałem się z nimi. Wielką porażką były ogłoszenia. Siedziałem jak na szpilkach i wywracałem oczami... zresztą nie tylko ja- obok mnie siedziało małżeństwo i też nie mogli już tego słuchać... To nie pierwszy raz jak taki ksiądz odprawia Eucharystię.... Chyba Józefów ma pecha do takich kapłanów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz