Dworzec kolejowy, tłum pasażerów wpatruje się w tablicę odjazdów i przyjazdów oczekując na swój pociąg. Nagle rozlega się dżingiel a potem zapowiedź o opóźnieniu konkretnego pociągu. Po tym w większości przypadków następuje rzucanie mięsem na czym ten świat i kolej stoi. W tym miejscu pada pytanie- dlaczego tak jest? Ktoś powie że to banalne, bo co chwila coś się dzieje i dzień bez wydarzeń na kolei to dzień stracony. Jednak- czy znamy prawdziwe powody opóźnień pociągów?
Jako osoba, która zna w sporym stopniu kolej od kuchni wytłumaczę jak to się dzieje:
1. opóźnienie spowodowane przez pasażera-spóźnialskiego.
Chyba najczęstszy rodzaj. Działa to na zasadzie że pasażer wyszedł za późno na pociąg, i biegnie co sił do niego. Kierownik pociągu już podał odjazd ale gdy zobaczył tegoż spóźnialskiego to przez radio dał "zatrzymaj się" lub inną komendę. Spóźnialski dobiegł, wsiadł, ruszamy. Wpadła minuta lub dwie. Może się zdarzyć że będzie jeszcze jeden taki spóźnialski a pociąg już ruszył. Wtedy kierownik przez radio znów zatrzyma pociąg i procedura się powtarza oraz wpadają kolejne minuty opóźnienia. W najgorszym przypadku przemnożyć to przez ilość stacji/przystanków i mamy dlaczego np dany pociąg przyjechał do stacji końcowej np 15 min po czasie.
2. opóźnienie spowodowane przez pasażera- hardcore'a
Kolejny rodzaj opóźnienia. Powodowane jest przez pasażera, który lubi ryzyko. Więc co robi? Ano np zrywa hamulec bezpieczeństwa bez przyczyny. Wtedy pasażerowie mają zbiórkę na najbliższej ścianie :D- tak mocny jest ten hamulec, że nawet trzymając się barierki, to nie unikniemy zderzenia ze ścianą. A potem- zamieszanie bo trzeba takiego dowcipnisia zlokalizować, a potem założyć nowy hamulec. Kierownik gania jak oszalały, pociąg stoi a minuty opóźnienia wpadają.... Podobnie jest gdy sokiści przyłapią na gorącym uczynku kogoś kto demoluje pociąg. Wtedy jest większa "zabawa"- pociąg jest zatrzymywany a ten demolkarz wyprowadzany. Tor zajęty, pociąg stoi, opóźnienie rośnie, a następny pociąg stoi pod wjazdem, i często nawet jak jest techniczna możliwość to ten następny nie zostanie wpuszczony na tor sąsiedni, bo dyżurny odcinkowy pała zakuta(to nie kolejarz tylko burak urzędas) nie pozwolił. I znów- pociąg kolejny stoi i opóźnienie łapie...
3. opóźnienie wtórne
Spowodowane tym że np pociąg z Pruszkowa do Otwocka miał na odc Pruszków-Warszawa Zachodnia różnego rodzaju przygody, i złapał x min opóźnienia. Dojechał do końca, ale w planie jest jeszcze jedno połączenie do obsłużenia, więc zmieniamy kabinę i czekamy na wyjazd. Kolejne minuty wpadają, rozkład się obsuwa...
4. opóźnienie spowodowane warunkami na szlaku.
Chodzi mi tu o warunki pogodowe(mgła, śnieżyca, ściana deszczu itd) które wymagają zmniejszenia prędkości, co wiąże się z automatu z opóźnieniami( mniejsza od rozkładowej prędkość). Innymi rzeczy to np przepustowość na szlaku- ta związana z budową szlaku(jedno-dwu lub wielotor) oraz ta, gdy prowadzone są jakiekolwiek roboty torowe. Opóźnienia związane z 1 przypadkiem(naturalna budowa szlaku jednotor) zdarzają się w przypadku awarii urządzeń sterowania ruchem(SRK) i związane z nimi procedury wyprawiania pociągów w tym przypadku.
5. opóźnienie spowodowane awarią składu/srk
Często spotykane, z powodu albo przestarzałego taboru albo przechodzącego chorobę wieku dziecięcego/przeładowane elektroniką ale niepasujące do infrastruktury. Choroba wieku dziecięcego- awarie spowodowane naładowaniem składu niesprawdzonymi nowościami. Niedostosowanie do infrastruktury- tzn zbyt wielka moc silnika, ale nie do zrealizowania przy istniejącej sieci trakcyjnej- zastosowanie maxymalnej mocy grozi wywaleniem sieci, a co się z tym wiąże- chaos na kolei.
6. opóźnienie spowodowane potrąceniem człowieka.
Tutaj występuje największe opóźnienie, bo procedury to procedury- zgłoszenie, czekanie na prokuratora, badanie, oględziny miejsca wypadku....
niedziela, 15 grudnia 2013
wtorek, 3 grudnia 2013
Never ending story z prawem jazdy.
Ktoś by się zapytał dlaczego never ending? Ponieważ w obecnych warunkach, jakie przypadło mi mieć przygodę z prawkiem to jakiś kabaret.
Jak już gdzieś pisałem, a może i nie pisałem- egzamin teoretyczny udało mi się zdać za 5tym razem, choć to i tak nie rekord- przy pierwszym podejściu na sali zdawała również babka, dla której był to 14(!) raz! Wiem, wiem, szok. Ale cóż- takie chore regulacje weszły w życie.
Co do mojego udanego 5 tego razu to na początku się denerwowałem, ale zastosowałem metodę, którą poradziła mi mama- wykorzystać czas na odp do maximum; tzn przy zapoznaniu z pytaniem, zaznaczyć "na brudno" jakąkolwiek odp, a podczas czasu na odp ją skorygować, a zatwierdzać przy 8-5 sek pozostałych. I... udało się!!!! YES! YES! YES! Nareszcie na ekranie zaświeciło się zielone słowo "pozytywny". Do tego udało mi się zdać na maxymalną liczbę punktów!!!! Egzaminator od razu zaznaczył "P" na karcie przy moim nazwisku. Dodatkowo, to że wyszedłem ostatni z sali, to nie musiałem czekać na koniec egzaminu, by móc się zapisać na praktyczny :) Na skrzydłach poleciałem do sali zapisów. Bach bach bach, załatwiłem sobie taki termin by móc wziąć jeszcze parę jazd doszkalających.
Gdy nadszedł dzień 1 doszkalającej byłem wielce podekscytowany i uradowany. Najpierw placyk, na następnej jeździłem po mieście. Co do tej jazdy to były jaja. Tyle błędów zrobiłem że sam siebie nie poznawałem. Ale już na następnej-przedostatniej oraz ostatniej w dniu egzaminu było już git :) Gdy nadszedł moment egzaminu, o godzinie 10 megafon wygłosił swoje "Uwaga- w wyniku losowania komputerowego egzaminowany będzie Pan (tu moje nazwisko i imię). Proszę o oczekiwanie na egzaminatora przy wyjściu na plac egzaminacyjny. Wyleciałem więc szybko i stawiłem się w umówionym miejscu. Idzie egzaminator, wywołuje moje nazwisko, sprawdza dowód, wszystko ok, więc zapraszam do auta mówi. Trafiła mi się fabia z nr 8. W środku podpisanie papierka, i kolejna procedura: " Egzaminowany (moje nazwisko i imię), egzaminator(nazwisko) nr auta. Na początek-czynności kontrolno-obsługowe. Trafiło mi się sprawdzenie płynu chłodniczego oraz sprawdzenie świateł awaryjnych. Przystępuje więc do dzieła- otwieram wajchą klapę silnika, jednak ta skubana ciężko chodzi, a ja się boje użyć siły żeby tego nie zerwać(bo i za to pewnie można nie zdać). Egzaminator na moje szczęście widzi że wiem o co biega tylko samochód odmawia posłuszeństwa, radzi- więcej siły. Gdy wreszcie udaje mi się otworzyć, pozostaje jeszcze zabezpieczenie pod maską(dla mniej zorientowanych- po pociągnięciu wajhy klapa otwiera się tylko na tyle, aby włożyć łapę pod maskę i wyczuć zabezpieczenie, które trzeba odbezpieczyć) Odbezpieczam, otwieram maskę, blokuję przed opadnięciem i pokazuje. Jest ok. Teraz włączam awaryjne i sprawdzam- w każdym miejscu auta światła są ok :) Zadanie zaliczone, teraz przygotowanie do jazdy. Pach fotel, zagłówki, lusterka(ze stresu zamiast załączyć zapłon niechcący odpaliłem auto, ale szybko wyłączyłem) Do tego wycieraczki(śnieg padał tego dnia jak oszalały). (Fakt faktem o tym i o sprawdzeniu zamknięcia drzwi zapomniałem, ale na szczęście czynności kontrolne jak i przygotowanie do jazdy miałem zaliczone, jak potem mogłem sprawdzić w karcie przebiegu egzaminu.) Teraz łuk. Egzaminator wysiada, ja wjeżdżam na łuk i ruszam. Miałem łuk na świeżo, bo w dniu egzaminu ćwiczyłem to z intruktorem, jednak bach- przez nieuwagę(?), stres(?) czy może zmęczenie materiału za późno zahamowałem w polu zatrzymania po jeździe do przodu i bach potrąciłem tyczkę. No żesz jasny pieron!!!! Szybko sobie myślę że pewnie bd powtórka. Takiego kapcia- egzaminator podchodzi i mówi- Pan się przesiądzie na prawo. No to po ptokach.... oblałem na tej durnej tyczce! Gdy usiadłem na miejscu pasażera potwierdziło się- "najechanie na tyczkę to przerwanie egzaminu z wynikiem negatywnym" Szlag! Jeszcze tylko zaparkowanie auta na miejscu parkingowym przez egzaminatora, wypisanie karty przebiegu egzaminu i mogę wracać do domu. Jeszcze tylko powiadomić mamę i instruktora, by skonsultować się co do terminu 2 podejścia. Instruktor mocno w szoku, zapewne oczy miał jak 5 zł jak zobaczył smsa ode mnie. Zapisałem się więc na 11.12. Po powrocie do domu wygooglałem nazwisko egzaminatora i okazało się że miałem wielkiego fuksa bo trafiłem na super człowieka! Gdyby nie ta tyczka to miałbym szansę zdać! Właśnie gdyby nie ta tyczka... Karta poszła do teczki, gdzie trzymam wszystkie papiery z WORDU a mnie czeka teraz 2gie podejście oraz dodatkowe jeszcze jazdy doszkalające... Cholibcia, co jak co ale jak słyszę opowieść jak mój dziadek zdawał w latach 50tych XXw to aż mu zazdroszczę- pusta Warszawa, proste skrzyżowania i wymagało się tylko znajomości znaków i wiedzy o budowie silnika. Szczęściarz z Niego! Oczywiście ja mogłem zdawać już wcześniej, gdy były jeszcze stare dobre zasady, ale ja wtedy byłem do samochodów na nie. I teraz mam za swoje. Dodatkowy ból w sercu sprawiają momenty, gdy patrze na jakieś fajne używane auta w necie i trafiam na coś superanckiego. Jednak wciąż wraca jak mantra ten tekst " jeszcze nie masz prawa jazdy" oraz że muszę sobie trochę dorobić do tego auta za niby niską cenę(szukam aut w przedziale 3-5 tys) ale jednak mój budżet jest lichy... Ech.
Jak już gdzieś pisałem, a może i nie pisałem- egzamin teoretyczny udało mi się zdać za 5tym razem, choć to i tak nie rekord- przy pierwszym podejściu na sali zdawała również babka, dla której był to 14(!) raz! Wiem, wiem, szok. Ale cóż- takie chore regulacje weszły w życie.
Co do mojego udanego 5 tego razu to na początku się denerwowałem, ale zastosowałem metodę, którą poradziła mi mama- wykorzystać czas na odp do maximum; tzn przy zapoznaniu z pytaniem, zaznaczyć "na brudno" jakąkolwiek odp, a podczas czasu na odp ją skorygować, a zatwierdzać przy 8-5 sek pozostałych. I... udało się!!!! YES! YES! YES! Nareszcie na ekranie zaświeciło się zielone słowo "pozytywny". Do tego udało mi się zdać na maxymalną liczbę punktów!!!! Egzaminator od razu zaznaczył "P" na karcie przy moim nazwisku. Dodatkowo, to że wyszedłem ostatni z sali, to nie musiałem czekać na koniec egzaminu, by móc się zapisać na praktyczny :) Na skrzydłach poleciałem do sali zapisów. Bach bach bach, załatwiłem sobie taki termin by móc wziąć jeszcze parę jazd doszkalających.
Gdy nadszedł dzień 1 doszkalającej byłem wielce podekscytowany i uradowany. Najpierw placyk, na następnej jeździłem po mieście. Co do tej jazdy to były jaja. Tyle błędów zrobiłem że sam siebie nie poznawałem. Ale już na następnej-przedostatniej oraz ostatniej w dniu egzaminu było już git :) Gdy nadszedł moment egzaminu, o godzinie 10 megafon wygłosił swoje "Uwaga- w wyniku losowania komputerowego egzaminowany będzie Pan (tu moje nazwisko i imię). Proszę o oczekiwanie na egzaminatora przy wyjściu na plac egzaminacyjny. Wyleciałem więc szybko i stawiłem się w umówionym miejscu. Idzie egzaminator, wywołuje moje nazwisko, sprawdza dowód, wszystko ok, więc zapraszam do auta mówi. Trafiła mi się fabia z nr 8. W środku podpisanie papierka, i kolejna procedura: " Egzaminowany (moje nazwisko i imię), egzaminator(nazwisko) nr auta. Na początek-czynności kontrolno-obsługowe. Trafiło mi się sprawdzenie płynu chłodniczego oraz sprawdzenie świateł awaryjnych. Przystępuje więc do dzieła- otwieram wajchą klapę silnika, jednak ta skubana ciężko chodzi, a ja się boje użyć siły żeby tego nie zerwać(bo i za to pewnie można nie zdać). Egzaminator na moje szczęście widzi że wiem o co biega tylko samochód odmawia posłuszeństwa, radzi- więcej siły. Gdy wreszcie udaje mi się otworzyć, pozostaje jeszcze zabezpieczenie pod maską(dla mniej zorientowanych- po pociągnięciu wajhy klapa otwiera się tylko na tyle, aby włożyć łapę pod maskę i wyczuć zabezpieczenie, które trzeba odbezpieczyć) Odbezpieczam, otwieram maskę, blokuję przed opadnięciem i pokazuje. Jest ok. Teraz włączam awaryjne i sprawdzam- w każdym miejscu auta światła są ok :) Zadanie zaliczone, teraz przygotowanie do jazdy. Pach fotel, zagłówki, lusterka(ze stresu zamiast załączyć zapłon niechcący odpaliłem auto, ale szybko wyłączyłem) Do tego wycieraczki(śnieg padał tego dnia jak oszalały). (Fakt faktem o tym i o sprawdzeniu zamknięcia drzwi zapomniałem, ale na szczęście czynności kontrolne jak i przygotowanie do jazdy miałem zaliczone, jak potem mogłem sprawdzić w karcie przebiegu egzaminu.) Teraz łuk. Egzaminator wysiada, ja wjeżdżam na łuk i ruszam. Miałem łuk na świeżo, bo w dniu egzaminu ćwiczyłem to z intruktorem, jednak bach- przez nieuwagę(?), stres(?) czy może zmęczenie materiału za późno zahamowałem w polu zatrzymania po jeździe do przodu i bach potrąciłem tyczkę. No żesz jasny pieron!!!! Szybko sobie myślę że pewnie bd powtórka. Takiego kapcia- egzaminator podchodzi i mówi- Pan się przesiądzie na prawo. No to po ptokach.... oblałem na tej durnej tyczce! Gdy usiadłem na miejscu pasażera potwierdziło się- "najechanie na tyczkę to przerwanie egzaminu z wynikiem negatywnym" Szlag! Jeszcze tylko zaparkowanie auta na miejscu parkingowym przez egzaminatora, wypisanie karty przebiegu egzaminu i mogę wracać do domu. Jeszcze tylko powiadomić mamę i instruktora, by skonsultować się co do terminu 2 podejścia. Instruktor mocno w szoku, zapewne oczy miał jak 5 zł jak zobaczył smsa ode mnie. Zapisałem się więc na 11.12. Po powrocie do domu wygooglałem nazwisko egzaminatora i okazało się że miałem wielkiego fuksa bo trafiłem na super człowieka! Gdyby nie ta tyczka to miałbym szansę zdać! Właśnie gdyby nie ta tyczka... Karta poszła do teczki, gdzie trzymam wszystkie papiery z WORDU a mnie czeka teraz 2gie podejście oraz dodatkowe jeszcze jazdy doszkalające... Cholibcia, co jak co ale jak słyszę opowieść jak mój dziadek zdawał w latach 50tych XXw to aż mu zazdroszczę- pusta Warszawa, proste skrzyżowania i wymagało się tylko znajomości znaków i wiedzy o budowie silnika. Szczęściarz z Niego! Oczywiście ja mogłem zdawać już wcześniej, gdy były jeszcze stare dobre zasady, ale ja wtedy byłem do samochodów na nie. I teraz mam za swoje. Dodatkowy ból w sercu sprawiają momenty, gdy patrze na jakieś fajne używane auta w necie i trafiam na coś superanckiego. Jednak wciąż wraca jak mantra ten tekst " jeszcze nie masz prawa jazdy" oraz że muszę sobie trochę dorobić do tego auta za niby niską cenę(szukam aut w przedziale 3-5 tys) ale jednak mój budżet jest lichy... Ech.
poniedziałek, 11 listopada 2013
Święto Odzyskania Niepodległości oraz kolejna bitwa Narodowcy vs policja(ZOMO)
95 rocznica odzyskania Niepodległości(11 listopada). 95 rocznica powstania II RP, Wolnej, Suwerennej Polski! Wielce uroczysty dzień dla Polaków. Jednak znów okazało się że ta rocznica to wspomnienie Wolnej Polski. Bowiem to co się działo w centrum Warszawy to świadczy o tym że Polska jest podległa. Komu? ZSRR oraz ZSRE(UE). Po pierwsze- dzisiaj równolegle ze Świętem Niepodległości odbył się szczyt klimatyczny. UE ustaliło miejsce szczytu, ale data należała już do kompetencji rządu. Oczywiście to byłoby zbyt piękne by było prawdziwe-te POmyje ustaliły datę na 11 listopada!!!! Na dzień, gdy Polacy mają choć namiastkę wolności!!!! Skurczysyny czerwone wiedziały doskonale co to oznacza- zakpienie z Polaków!!!! Po drugie dzisiaj po raz drugi okazało się że policja niczym się nie różni od ZOMO z czasów
I PRL, tylko nazwę zmienili. Miał się po południu odbyć marsz ONR. Każdy miał nadzieję że będzie spokojnie, że nie będzie prowokacji. Taaakiego kapcia!!!! Rano, jak donosiły media, te niebieskie szmaty zablokowały dojazd na Marsz ludziom spoza stolicy. Zatrzymywali autokary albo ludzi spieszących się na pociąg i legitymowali w taki sposób, że ci nie zdążali na pociąg. Potem znów milicja wykonała prowokację- tajniacy wtargneli w tłum i rozpętali piekło. Nacisneli na odcisk to i dostali łomot. Przy okazji poszła z dymem pedalska tęcza oraz oberwało się ambasadzie ruskiej. Oczywiście media pokazały to w sposób wybitnie zmanipulowany- podopowiedziano że tęczę oczywiście spalili narodowcy, że żadnej prowokacji nie było, że ot tak narodowcy zaczeli demolować miasto. Gorszego debilizmu nie można sobie wymyśleć.
Prawda jest taka że wszystkiemu winni są policyjne szuje- oni to rozpoczęli, a wściekłość tłumu znalazła ujście na budynku ambasady ruskiej oraz innych miejscach. Oczywiście władze rozwiązały ten marsz bo stracił charakter pokojowy, co śmierdziało prowokacją.
Na to wszystko teraz parę słów refleksji- wszystko byłoby spokojnie gdyby nie wejście policji- niech oni spokojnie stoją chroniąc lub nawet nie(wgl po co tam policja? znów pachnie prowokacją że władza ze strachu przed ONR ma pełne gacie stąd policja, by móc spacyfikować ich) i niech dadzą przejść marszowi. Ale nie-uparli się. Więc mają i niech teraz nie płaczą że paru z nich zostało poturbowanych a wawa uszkodzona jest. Zresztą jest jeden sukces- pedalska tęcza- symbol wszelkiej maści lewactwa spłonęła!!!! Uważam że te bitwy będą symbolem walki o Prawdziwie Wolną Polskę!!!! O taką Polskę, jaką walczyli nasi przodkowie!
Poza tym wieczorem wchodząc na yt coś mnie podkusiło na posłuchanie patriotycznych piosenek. trafiłem na utwór Jana Pietrzaka "Zakazane kwiaty" Słuchając jej doznałem olśnienia że znów jest ponadczasowa- tak jak wcześniej była aktualna w 1983, potem po Zamachu Smoleńskim i teraz- gorzka puenta: nielegalny(Naród) pochód, zakazana Polska!!!
I PRL, tylko nazwę zmienili. Miał się po południu odbyć marsz ONR. Każdy miał nadzieję że będzie spokojnie, że nie będzie prowokacji. Taaakiego kapcia!!!! Rano, jak donosiły media, te niebieskie szmaty zablokowały dojazd na Marsz ludziom spoza stolicy. Zatrzymywali autokary albo ludzi spieszących się na pociąg i legitymowali w taki sposób, że ci nie zdążali na pociąg. Potem znów milicja wykonała prowokację- tajniacy wtargneli w tłum i rozpętali piekło. Nacisneli na odcisk to i dostali łomot. Przy okazji poszła z dymem pedalska tęcza oraz oberwało się ambasadzie ruskiej. Oczywiście media pokazały to w sposób wybitnie zmanipulowany- podopowiedziano że tęczę oczywiście spalili narodowcy, że żadnej prowokacji nie było, że ot tak narodowcy zaczeli demolować miasto. Gorszego debilizmu nie można sobie wymyśleć.
Prawda jest taka że wszystkiemu winni są policyjne szuje- oni to rozpoczęli, a wściekłość tłumu znalazła ujście na budynku ambasady ruskiej oraz innych miejscach. Oczywiście władze rozwiązały ten marsz bo stracił charakter pokojowy, co śmierdziało prowokacją.
Na to wszystko teraz parę słów refleksji- wszystko byłoby spokojnie gdyby nie wejście policji- niech oni spokojnie stoją chroniąc lub nawet nie(wgl po co tam policja? znów pachnie prowokacją że władza ze strachu przed ONR ma pełne gacie stąd policja, by móc spacyfikować ich) i niech dadzą przejść marszowi. Ale nie-uparli się. Więc mają i niech teraz nie płaczą że paru z nich zostało poturbowanych a wawa uszkodzona jest. Zresztą jest jeden sukces- pedalska tęcza- symbol wszelkiej maści lewactwa spłonęła!!!! Uważam że te bitwy będą symbolem walki o Prawdziwie Wolną Polskę!!!! O taką Polskę, jaką walczyli nasi przodkowie!
Poza tym wieczorem wchodząc na yt coś mnie podkusiło na posłuchanie patriotycznych piosenek. trafiłem na utwór Jana Pietrzaka "Zakazane kwiaty" Słuchając jej doznałem olśnienia że znów jest ponadczasowa- tak jak wcześniej była aktualna w 1983, potem po Zamachu Smoleńskim i teraz- gorzka puenta: nielegalny(Naród) pochód, zakazana Polska!!!
wtorek, 5 listopada 2013
Wszystkich Świętych/Dzień Zaduszny oraz przypadkowo wykryta totalna lemingoza.
Święto Wszystkich Świętych 1 listopada... Nazywany potocznie Świętem Zmarłych, a to błąd! Bo to Święto Żyjących; tych, co osiągneli już zbawienie i oglądają Boga twarzą w twarz. Takimi słowami ksiądz zaczął homilię na Eucharystii. Najbardziej z niej zapamiętałem komentarz dot słów z II czytania, traktujące o ludziach, którzy wyśmiewają katolików- "Świat dlatego nas nie zna, że nie poznał Jego". Św Jan Apostoł trafił w 10 tymi słowami. Obrazują one idealnie obecny stan-wyśmiewanie i kpienie z katolików. Jednak św Jan pociesza i wzmacnia tymi słowami; mówi że nie należy się przejmować tymi poczynaniami, bo oni są zbyt słabi. Trzeba robić swoje. :)
***********************************************************************************
Poniedziałek po weekendzie- przez przypadek okazuje się że dwie osoby z grupy na studiach albo olewały geografię w szkole albo... jedna z nich pyta się mnie gdzie jest Hajnówka... no ludzie! Geografia Polski się kłania! Poza tym nawet jak nie wiadomo to można sb wygooglować... Druga tłumaczy pierwszą "że nie każdy musi znać takie miejsca... Jeszcze bardziej kretyńskie niż pierwsze- do diaska! Wypada znać geografię własnego kraju! Moje zdanie potwierdziła lektorka angielskiego. Ech lemingoza w wydaniu monstrualnym.... :S
***********************************************************************************
Poniedziałek po weekendzie- przez przypadek okazuje się że dwie osoby z grupy na studiach albo olewały geografię w szkole albo... jedna z nich pyta się mnie gdzie jest Hajnówka... no ludzie! Geografia Polski się kłania! Poza tym nawet jak nie wiadomo to można sb wygooglować... Druga tłumaczy pierwszą "że nie każdy musi znać takie miejsca... Jeszcze bardziej kretyńskie niż pierwsze- do diaska! Wypada znać geografię własnego kraju! Moje zdanie potwierdziła lektorka angielskiego. Ech lemingoza w wydaniu monstrualnym.... :S
piątek, 1 listopada 2013
WORD czyli Wielki Ośrodek Robienia Durnia z człowieka czyli zmierzenie się z nową formą egzaminu państwowego na kategorię B prawa jazdy...
Cóż... kurs nauki jazdy skończył się... te 30h minęło jak jeden dzień :( dla mnie ten czas był cudowny- to za sprawą mojego kochanego instruktora, który uczył mnie nie tylko jak zdać egzamin, ale także nauczył mnie jak po egzaminie dobrze tzn sprawnie jeździć :) Miałem już pewnego rodzaju podstawę więc zielony nie byłem i dzięki temu mozna było się zająć bardziej zaawansowanymi rzeczami :) Ale jednak było pare rzeczy, które trzeba było wyeliminować... np wciskanie sprzęgła przed hamulcem co jest złe. Jedną taką sytuację celnie skomentował instruktor podczas jednej z jazd po wawie:jedziemy Grochowską, zmiana pasa, i od razu hamowanie. Wciskam sprzęgło a potem gaz na co instruktor: co Ty myślisz że włączając sprzęgło to się uratujesz? Co Ty wciskając sprzęgło to myslisz że pauzę jakąś wciskasz?" :D Przyznam się celnie skomentował to :D
Każda jazda dla mnie była przyjemnością i zawsze wracałem z niej z bananem na twarzy, i z niecierpliwością czekałem na następną :) Była nawet jazda pozamiejska- którą instruktor ocenił bardzo pozytywnie- powiedział że mogę spokojnie startować na trasy :)
Jednak wszystko co piękne, szybko się kończy :( Nadszedł dzień ostatniej jazdy... Kilometry mi się strasznie szybko skracały :( Po zakończeniu jeszcze dżentelmeński uścisk dłoni i zapewnienie o byciu w kontakcie... Koniec jazd i pora na zapis na egzamin. Pojechałem do WORDU(Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego). Wybrałem ten na Odlewniczej(warszawskie Bródno) bo tam byłem też z instruktorem w ramach jazdy-pokazał mi co i jak :) Po zapisaniu się czekałem na szpilkach na dzien egzaminu. Gdy nadszedł ten poniedziałek byłem bardzo spięty, choć starałem się likwidować ten stres. Jednak przed wejściem do budynku stres osiągnął takie apogeum że musiałem wziąść kilka głębokich oddechów. Plusem było to że zaplanowałem dojazd z dużym zapasem czasowym, żeby sobie dodatkowo nie robić stresu. Gdy już się znalazłem pod salą egzaminacyjną uciąłem jeszcze miłą pogawędkę z koleżanką, z którą bd na sali :) Fajnie się gadało, a i egzamin rozpoczął się z małym poślizgiem czasowym- jakieś 15 min... 10 min na sprawdzenie tożsamości i potem wyjaśnienie zasad+odpalenie systemu. Na rozluźnienie- test wstępny. Potem prawdziwy- poległem na pytaniu o ustąpienie pierwszeństwa pojazdowi z prawej na skrzyżowaniu ze znakiem "skrzyżowanie" zawiodła tutaj chęć analizy problemu... czas uciekł następne pytanie... a potem wynik negatywny. I tak było jeszcze 2 razy. Problem z nowymi egzaminami teoretycznymi jest teraz taki że baza pytań jest tajna i system generuje losowo 30 pytań z bazy... nie wie się na co się trafi... do tego czas na odp- do cholery 15 sek przy dziale podstawowym to można se w dupę wsadzić! Do tego głupie pytania się trafiają czasem- np jakie są wymiary tablicy rejestracyjnej... odp brzmi 520x114mm :) zresztą szukajcie odp z 520 na początek :) Cóż... wkurzony byłem po tych 3 razach maksymalnie... powiedzieć można zupełnie legalnie że WORD to Wielki Ośrodek Robienia Durnia z człowieka...
Każda jazda dla mnie była przyjemnością i zawsze wracałem z niej z bananem na twarzy, i z niecierpliwością czekałem na następną :) Była nawet jazda pozamiejska- którą instruktor ocenił bardzo pozytywnie- powiedział że mogę spokojnie startować na trasy :)
Jednak wszystko co piękne, szybko się kończy :( Nadszedł dzień ostatniej jazdy... Kilometry mi się strasznie szybko skracały :( Po zakończeniu jeszcze dżentelmeński uścisk dłoni i zapewnienie o byciu w kontakcie... Koniec jazd i pora na zapis na egzamin. Pojechałem do WORDU(Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego). Wybrałem ten na Odlewniczej(warszawskie Bródno) bo tam byłem też z instruktorem w ramach jazdy-pokazał mi co i jak :) Po zapisaniu się czekałem na szpilkach na dzien egzaminu. Gdy nadszedł ten poniedziałek byłem bardzo spięty, choć starałem się likwidować ten stres. Jednak przed wejściem do budynku stres osiągnął takie apogeum że musiałem wziąść kilka głębokich oddechów. Plusem było to że zaplanowałem dojazd z dużym zapasem czasowym, żeby sobie dodatkowo nie robić stresu. Gdy już się znalazłem pod salą egzaminacyjną uciąłem jeszcze miłą pogawędkę z koleżanką, z którą bd na sali :) Fajnie się gadało, a i egzamin rozpoczął się z małym poślizgiem czasowym- jakieś 15 min... 10 min na sprawdzenie tożsamości i potem wyjaśnienie zasad+odpalenie systemu. Na rozluźnienie- test wstępny. Potem prawdziwy- poległem na pytaniu o ustąpienie pierwszeństwa pojazdowi z prawej na skrzyżowaniu ze znakiem "skrzyżowanie" zawiodła tutaj chęć analizy problemu... czas uciekł następne pytanie... a potem wynik negatywny. I tak było jeszcze 2 razy. Problem z nowymi egzaminami teoretycznymi jest teraz taki że baza pytań jest tajna i system generuje losowo 30 pytań z bazy... nie wie się na co się trafi... do tego czas na odp- do cholery 15 sek przy dziale podstawowym to można se w dupę wsadzić! Do tego głupie pytania się trafiają czasem- np jakie są wymiary tablicy rejestracyjnej... odp brzmi 520x114mm :) zresztą szukajcie odp z 520 na początek :) Cóż... wkurzony byłem po tych 3 razach maksymalnie... powiedzieć można zupełnie legalnie że WORD to Wielki Ośrodek Robienia Durnia z człowieka...
wtorek, 10 września 2013
Kurs na prawo jazdy
Po powrocie z rekolekcji podjąłem decyzję, by marzenia o prawku jazdy B urzeczywistnić. Więc zapisałem się na kurs w szkole jazdy Delta w Falenicy. Budynek szkoły mały ale spoko, ujdzie :) Ważniejsze jest dobre wyszkolenie :) Zapisałem się na początku sierpnia, a kurs miał być dopiero 20 tego miesiąca. Tego dnia czekałem z niecierpliwością. Wreszcie jest- początek kursu :) Najpierw część teoretyczna. Wykładowca super :) kompetentny, spokojny, do tego widać że człowiek z doświadczeniem za kierownicą i pasjonat tego co robi :) Lepiej się naszej 5 osobowej grupie nie mogło trafić :) Do tego ja sobie u Niego zaplusowałem na początku powiedzeniem, że mam już doświadczenie za kierownicą i to dość spore jak na początek ; tzn jazda po lokalnych drogach z dodatkiem różnych nagłych sytuacji....
Dobra część teoretyczna zaliczona na 72/74pkt za pomocą egzaminu wewnętrznego.
Czas na najfajniejszą część- jazdy :) Do tego przydzielono mi jako instruktora tą samą osobę która prowadziła zajęcia teoretyczne :) Bomba! Byłem w 7dmym niebie gdy usłyszałem tą wiadomość :) Zacząłem od wtorku. Pierwsze 3 jazdy po okolicy, przy okazji nauka praktycznych umiejętności- min jazda w korku na samym sprzęgle, wciskanie się do niego... bomba! :) Po 3 jazdach przyszła pora na pierwszą jazdę po stolicy połączoną z placem manewrowym. Była to okazja do wyćwiczenia płynnego ruszania, gdyż to były godziny szczytu oraz światła na skrzyżowaniu były ustawione na czerwoną falę :P Po 3h godzinach siedzenia za kółkiem byłem zmęczony z deczka... ale co tam, ja mimo wszystko czerpię frajdę z jazdy :) Nawet jak są jakieś błędy(a są) to ja je analizuje i poprawiam, a potem czekam na następną jazdę z utęsknieniem :)
Dzisiaj po raz pierwszy jechałem trasą egzaminacyjną i to po ciemku+ dojazd przez Wał Miedzeszyński... ta arteria(Wał) to coś niesamowitego! równa prosta i szeroka droga :) Dodatkowo światła są tak dobrze ustawione że jest zielona fala, więc się płynnie jedzie tą 70tką na szybkościomierzu :)
Jedynie co to miałem problem z pasami ruchu na skrzyżowaniach w wawie.... cie jasny pieron!
Cóż... czekam na następną jazdę :D
Dobra część teoretyczna zaliczona na 72/74pkt za pomocą egzaminu wewnętrznego.
Czas na najfajniejszą część- jazdy :) Do tego przydzielono mi jako instruktora tą samą osobę która prowadziła zajęcia teoretyczne :) Bomba! Byłem w 7dmym niebie gdy usłyszałem tą wiadomość :) Zacząłem od wtorku. Pierwsze 3 jazdy po okolicy, przy okazji nauka praktycznych umiejętności- min jazda w korku na samym sprzęgle, wciskanie się do niego... bomba! :) Po 3 jazdach przyszła pora na pierwszą jazdę po stolicy połączoną z placem manewrowym. Była to okazja do wyćwiczenia płynnego ruszania, gdyż to były godziny szczytu oraz światła na skrzyżowaniu były ustawione na czerwoną falę :P Po 3h godzinach siedzenia za kółkiem byłem zmęczony z deczka... ale co tam, ja mimo wszystko czerpię frajdę z jazdy :) Nawet jak są jakieś błędy(a są) to ja je analizuje i poprawiam, a potem czekam na następną jazdę z utęsknieniem :)
Dzisiaj po raz pierwszy jechałem trasą egzaminacyjną i to po ciemku+ dojazd przez Wał Miedzeszyński... ta arteria(Wał) to coś niesamowitego! równa prosta i szeroka droga :) Dodatkowo światła są tak dobrze ustawione że jest zielona fala, więc się płynnie jedzie tą 70tką na szybkościomierzu :)
Jedynie co to miałem problem z pasami ruchu na skrzyżowaniach w wawie.... cie jasny pieron!
Cóż... czekam na następną jazdę :D
wtorek, 6 sierpnia 2013
Powrót z rekolekcji oazowych do cywilizacji
W nocy z 1 na 2 sierpnia wracałem z rekolekcji oazowych ONŻ w Młyńczyskach k/Nowego Sącza. Dlatego nocą, bo krócej :D Wyjechaliśmy po agapie o 1 w nocy. Zaraz jak ruszyliśmy założyłem słuchawki i włączyłem swoją muzykę, bo ta która leciała z radia to była kaszana. Przy okazji nareszcie był przyzwoity zasięg więc wszedłem na fb :D Jednak zaraz zasięg znikał i tak w kratkę. Dopiero gdzieś 60 km dalej zasięg się ustabilizował :) Ale zaraz pojawił się mały problem- zaczęło mi się kręcić w głowie czyli pierwsze objawy choroby lokomocyjnej. Widać nawet nad telefonem człowiek jest pochylony :P odłożyłem więc telefon bo nie chciałem robić ambarasu w razie ew. womitingu :D Jechałem tak więc czekając aż się to wszystko uspokoi, jednocześnie próbując zasnąć. Udało mi się lekko zdrzemnąć gdy okazało się że jest postój typu kto musi to wychodzi :D Więc ja od razu wykorzystałem okazję by zbić te kręcenie się w głowie świeżym powietrzem :) 5 min i z powrotem w autokarze. Jedziemy jedziemy, jesteśmy w Krakowie. To była już 3 w nocy więc miasto puste, ciche. Pamiętam jeszcze przejazd przez most i fruuu odpłynąłem. Pamiętam jeszcze że się przykryłem bluzą. Obudziłem się koło Kielc-choć na początku nie wiedziałem dobrze gdzie jestem. Więc najpierw szukanie w tel(w starszych tel była taka przydatna funkcja jak informacje stacji bazowej; w smartfonach tego nie ma-jaka szkoda....) a jak to zawiodło to nos do szyby i patrzeć na tabliczki drogowe :D po 5 min jest! Kielce Południe :) Czyli do Radomia, gdzie miałem się mamie zameldować jest jeszcze trochę drogi. Jednak przekornie już teraz dzwonię. Długo czekam na odebranie telefonu, bo to 4 rano... meldunek złożony, mam jeszcze raz się zgłosić w Radomiu. Dobra więc teraz znów muzyka bo radio puszcza sieczkę nie do słuchania... przy okazji wstaje dzień- piękne połączenie polskich przebojów z lat 50 i 60 XX w z pięknem wschodu słońca, narodzinami nowego dnia, który kontempluję. Przy okazji znów odpływam i budzę się gdzieś koło Skarżyska Kamiennej. Meldunek 2gi. Potem za 30 min postój w Radomiu, który z powodu "skomunikowania się" z autokarem z Kłodnego, wydłuża się do 1h :) Przy okazji miałem okazję posłuchać wiadomości w radiu PR3(Polskie Radio Program 3). Na tapetę wzięto buczenie na władzę podczas obchodów 69 rocznicy Powstania Warszawskiego.(Kurcze jak ten czas leci- już 69 lat upłynęło od tamtych 63 dni chwały...) Oczywiście potępiono to buczenie, bo to przecież nie czas i miejsce.... Pięknie- człowiek wraca z rekolekcji wypoczęty, pełen energii i na dzień dobry coś takiego słyszy.... No jasny pieron! Tutaj PR3 pokazało że jest medium ściekowym- bo pokazali jacy to ci buczący są złymi ludźmi a przecież obecna władza robi tyle dobrego... Myślałem że wyjdę z siebie :@ Dobra uspokoiłem się i jedziemy dalej-trochę pobłądziliśmy po Radomiu, ja przy okazji uciąłem komara. Obudził mnie dźwięk tel, którego nie odebrałem. Dzwoniła mama. Potem przysłała smsa gdzie jestem. Długo mi zeszło napisanie odpowiedzi bo raz że rozespany byłem a dwa nie wiedziałem gdzie jestem. Widzę napis- Al Krakowska- ale czy to już wawa czy jeszcze ten Radom? Nie jednak wawa. Pisze więc że w Krakowskiej. Potem jeszcze parę razy się meldowałem gdy jechaliśmy przez Okęcie :) W końcu dotarliśmy szczęśliwie do końca podróży :)
wtorek, 16 lipca 2013
Zwykła-niezwykła podróż EN57....
Dzisiaj wracając od Ukochanej wsiadłem na Wschodnim do pociągu osobowego rel. Żyrardów-Dęblin. Do odjazdu 11 min... Mieszanka zapachu Ukochanej, szumu w głowie-stan bycia pijanym miłością dał momentalne przeniesienie miejsca- choć pociąg był ten sam(EN57), ale za to W-wa Wschodnia zmieniła się na....Lublin Gł. Pociąg Żyrardów-Dęblin stał się osobowym Dęblin-Dorohusk. Stoi przy peronie 3. 11 min postoju z powodu skomunikowania z pociągami dalekobieżnymi... Właśnie po lewej stronie składu mignął wjeżdżający expresowy- EP09 ze sznurem błyszczących papug wtacza się w perony i po chwili zatrzymuje. Za jakieś 5 min do mojego pociągu wchodzi tłum ludzi z expresu. Zajmują miejsca. W międzyczasie megafony zapowiadają: pociąg osobowy z Dęblina do Dorohuska przez: Lublin Północny, Świdnik, Rejowiec, Chełm Gł odjedzie z toru 3 przy peronie 3. Planowy odjazd pociągu godz 19.47. Za chwilę gwizd kierownika pociągu, konduktorzy meldują gotowość do odjazdu po czym brzęczyk ostrzegawczy się odzywa, drzwi się zamykają i pociąg rusza.. Pomruk silników trakcyjnych miesza się za chwilę ze śpiewem duetu kół i rozjazdów aż wreszcie cichnie gdy pociąg jest na prostej. Ostatnie godziny dnia wpuszczają do wnętrza charakterystyczne dla tej pory dnia światło... niskie, często oślepiające... do tego przez otwarte okna wpada zapach kończącego się dnia przefiltrowany przez pęd powietrza rozpędzonego pociągu... w nim zawarty jest zapach dymu z ogniska oraz taki charakterystyczny zapachowy indentyfikator mijającego dni.... jakby tego było mało swoje 3 grosze dokładają świerszcze cykając cicho.
Chłonę to wszystko całym sobą wraz z widokami zza okna... każdy przystanek to materiał na pejzaż.... wysiadam wreszcie tam gdzie zamierzałem wysiąść czyli w Chełmie Mieście który w rzeczywistości jest Józefowem k/Otwocka :) Ta jazda to było coś niesamowitego... :)
Chłonę to wszystko całym sobą wraz z widokami zza okna... każdy przystanek to materiał na pejzaż.... wysiadam wreszcie tam gdzie zamierzałem wysiąść czyli w Chełmie Mieście który w rzeczywistości jest Józefowem k/Otwocka :) Ta jazda to było coś niesamowitego... :)
czwartek, 27 czerwca 2013
Kolej Polska odc 6.
W poprzednich odcinkach: Roboty budowlane na 7demce doszły do Otwocka. Zupełnie przypadkiem okazało się, że wybudowane tory dla SKM od Otwocka zostały na darmo stworzone, gdyż problem zaczyna się na Powiślu- aby dalej szły te tory, trzeba by poszerzyć nasyp, co wiązałoby się z przesunięciem budynków znajdujących się koło torów, a to wiązałoby się z ogólnie wielkimi przesunięciami ulic. Podjęto więc decyzję o przebudowie szlaku Otwock-W-wa Gocławek z 6 torowego na 4 torowy.
**********************
Przebudowa odc Otwock-Warszawa Gocławek szła bez problemu, ale przy okazji wyszła decyzja aby za jednym razem przebudować także głowicę rozjazdową stacji Otwock od strony Pilawy. Planowano zrobić to tak, aby z torów podmiejskich była możliwość przejazdu na tory dalekobieżne i odwrotnie.
Tu się zaczęły schody.... jako że tory za Otwockiem(podmiejskie) idą kawałek prosto, a potem skręcając w lewo łączą się z dalekobieżnymi (z racji tego, że przez chwilę są oddzielone torami odstawczymi) to wycięcie fragmentu łuku i torów, po to aby wstawić tam rozjazdy, sprawiło że siłą rzeczy ten łuk się zmienił. Przez to jak się potem okazało, trzeba było na nowo budować sieć trakcyjną. Wyszło to na dobre, ponieważ sposób zawieszenia wysięgników na bramkach trakcyjnych był nietypowy i przestarzały; dodatkowo okazało się, że one były stawiane na oko jeśli chodzi o odległość jednej od drugiej- max odległość to 70 m. Jednak w paru miejscach była ona przekroczona. Więc zdemontowano starą sieć i zaczęto montować nową.
Zaczęto od Otwocka. Nowe bramki rozpięto również nad torami głównymi dodatkowymi- lepiej zamontować bramkę nad większą ilością torów niż nad mniejszą i nad resztą montować pojedyńcze słupy...
**************************
Społeczeństwo przez te 2 lata różnie patrzyło na tą budowę. Byli zwolennicy i przeciwnicy. Jednak każdy znosił dobrze trudy codziennej podróży do pracy, mimo iż była bardzo trudna- zamiast kolei zorganizowano transport autobusami. Jednak im bardziej budowa nabierała kształtów tym ludzie przychylniej na to patrzyli.
**********************
Przebudowa odc Otwock-Warszawa Gocławek szła bez problemu, ale przy okazji wyszła decyzja aby za jednym razem przebudować także głowicę rozjazdową stacji Otwock od strony Pilawy. Planowano zrobić to tak, aby z torów podmiejskich była możliwość przejazdu na tory dalekobieżne i odwrotnie.
Tu się zaczęły schody.... jako że tory za Otwockiem(podmiejskie) idą kawałek prosto, a potem skręcając w lewo łączą się z dalekobieżnymi (z racji tego, że przez chwilę są oddzielone torami odstawczymi) to wycięcie fragmentu łuku i torów, po to aby wstawić tam rozjazdy, sprawiło że siłą rzeczy ten łuk się zmienił. Przez to jak się potem okazało, trzeba było na nowo budować sieć trakcyjną. Wyszło to na dobre, ponieważ sposób zawieszenia wysięgników na bramkach trakcyjnych był nietypowy i przestarzały; dodatkowo okazało się, że one były stawiane na oko jeśli chodzi o odległość jednej od drugiej- max odległość to 70 m. Jednak w paru miejscach była ona przekroczona. Więc zdemontowano starą sieć i zaczęto montować nową.
Zaczęto od Otwocka. Nowe bramki rozpięto również nad torami głównymi dodatkowymi- lepiej zamontować bramkę nad większą ilością torów niż nad mniejszą i nad resztą montować pojedyńcze słupy...
**************************
Społeczeństwo przez te 2 lata różnie patrzyło na tą budowę. Byli zwolennicy i przeciwnicy. Jednak każdy znosił dobrze trudy codziennej podróży do pracy, mimo iż była bardzo trudna- zamiast kolei zorganizowano transport autobusami. Jednak im bardziej budowa nabierała kształtów tym ludzie przychylniej na to patrzyli.
czwartek, 30 maja 2013
Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwii Pańskiej czyli Boże Ciało.
Dzisiejszy dzień mija w duchu przeżywania tej Wielkiej Uroczystości. Uroczystości, ustanowionej ku czci Najświętszego Sakramentu- cudownej pomocy w drodze do Nieba. Cudownej z dwóch powodów- raz że Wielki Bóg w osobie Chrystusa ukrył się w małym kawałku chleba, jakim jest Hostia.... i jest dla Nas dostępny zawsze. Od nas tylko zależy, kiedy do Niego przyjdziemy.
Drugi powód to taki, że Komunia Św to cudowny sposób zjednoczenia się z Bogiem, oraz cudowny sposób posilenia człowieka. Nie tylko w wymiarze duchowym ale także fizycznym :)
Taki cud przeżyłem dwa razy na piątkowej wieczornej Eucharystii.
Otóż w tamte dwa piątki byłem niewyspany... mniejsza o to dlaczego :P Przez zajęcia na uczelni przeszedłem na mocnej czekoladzie. Pomogło, ale do czasu. Podczas homilii na Mszy czułem że zasypiam. I tak oczy mi się zamykały i otwierały na przemian. Jednak, gdy nadszedł czas Komunii Św i przyjąłem ją to z miejsca się poczułem jakbym dostał przysłowiowego "kopa" czyli potężną dawkę energii. Czyż to nie cud? Na początku byłem praktycznie zasypiający a Komunia mnie obudziła. Tak samo było podczas drugiej Eucharystii.
Cuda są, ale trzeba umieć je dostrzegać.
Podczas dzisiejszej Uroczystości się napracowałem. Bo dzień dzisiejszy był zwieńczeniem wysiłków wczo- i przedwczorajszych, kiedy to razem z Oazą budowałem ołtarz na dzisiejszy dzień. Poza tym dzisiejsza Eucharystia oraz późniejsza procesja była bardzo uroczysta, a więc dużo rzeczy spoczywało na nas- Służbie Liturgicznej. Podczas procesji nastąpiło największe zużycie siły, ponieważ temperatura, słońce i duchota, oraz alba która dobrze trzyma ciepło nie sprzyjają wygodzie procesji :) W tym roku miałem swój debiut jako porządkowy- czyli byłem odpowiedzialny za porządek procesji. Nie było tak trudno- jedynie pilnować aby młodzi ministranci szli równo oraz raz zwrócenie uwagi pewnym paniom że wchodzą nam w szereg :D
W czasie trwania Procesji zauważyłem jak bardzo daleko zaszło lenistwo ludzi- niektórzy wychodzili z domów dopiero jak procesja doszła do ich domów... żałosne...
Drugi powód to taki, że Komunia Św to cudowny sposób zjednoczenia się z Bogiem, oraz cudowny sposób posilenia człowieka. Nie tylko w wymiarze duchowym ale także fizycznym :)
Taki cud przeżyłem dwa razy na piątkowej wieczornej Eucharystii.
Otóż w tamte dwa piątki byłem niewyspany... mniejsza o to dlaczego :P Przez zajęcia na uczelni przeszedłem na mocnej czekoladzie. Pomogło, ale do czasu. Podczas homilii na Mszy czułem że zasypiam. I tak oczy mi się zamykały i otwierały na przemian. Jednak, gdy nadszedł czas Komunii Św i przyjąłem ją to z miejsca się poczułem jakbym dostał przysłowiowego "kopa" czyli potężną dawkę energii. Czyż to nie cud? Na początku byłem praktycznie zasypiający a Komunia mnie obudziła. Tak samo było podczas drugiej Eucharystii.
Cuda są, ale trzeba umieć je dostrzegać.
Podczas dzisiejszej Uroczystości się napracowałem. Bo dzień dzisiejszy był zwieńczeniem wysiłków wczo- i przedwczorajszych, kiedy to razem z Oazą budowałem ołtarz na dzisiejszy dzień. Poza tym dzisiejsza Eucharystia oraz późniejsza procesja była bardzo uroczysta, a więc dużo rzeczy spoczywało na nas- Służbie Liturgicznej. Podczas procesji nastąpiło największe zużycie siły, ponieważ temperatura, słońce i duchota, oraz alba która dobrze trzyma ciepło nie sprzyjają wygodzie procesji :) W tym roku miałem swój debiut jako porządkowy- czyli byłem odpowiedzialny za porządek procesji. Nie było tak trudno- jedynie pilnować aby młodzi ministranci szli równo oraz raz zwrócenie uwagi pewnym paniom że wchodzą nam w szereg :D
W czasie trwania Procesji zauważyłem jak bardzo daleko zaszło lenistwo ludzi- niektórzy wychodzili z domów dopiero jak procesja doszła do ich domów... żałosne...
niedziela, 26 maja 2013
Bezmyślność pasażerów kolejowych.
Teraz trochę o pasażerach kolei. Zauważyłem, że są bezmyślnymi kretynami. Przykro mi to mówić... jednak to prawda.
Któregoś dnia jechałem pociągiem na uczelnię. Wjechaliśmy na Warszawę Wschodnią, tam się okazało, że trzeba będzie poczekać. Cóż nie nowość- mało ludzi pracujących bezpośrednio w ruchu kolejowym, a stacja węzłowa z największym ruchem w Polsce.
No więc stoimy. W międzyczasie słyszę, jak jakaś babka dobiega do pociągu i pyta się kierownika czy dojedzie nim do Śródmieścia... bez komentarza. Widać że nie obeznana; jakby wiedziała, to by się nie pytała.
Drugi taki przypadek bezmyślności i kretynizmu opisano w gadzinowej Wyborczej vel gównianej. Otóż we wczorajszym stołecznym dodatku na pierwszej stronie(!) opisano przypadek jedynego pociągu dalekobieżnego, który nie jedzie przez Centralny a Śródmieście do Zachodniej. Otóż tyle szumu było dlatego, że gość, który przeprowadził się z innego miasta do W-wy i który tutaj jest dopiero od niedawna chciał ze Śródmieścia jechać do Zachodniej. Wiedział zapewne, że Śródmieście jest dla pociągów osobowych, więc inne tam nie wjeżdżają. W miniony piątek wbiegł na peron i nie sprawdzając dokładnie stojącego pociągu(a był to POŚP PR Cisy z Dorohuska do W-wy Zachodniej); widział że to EZT EN57 i jedzie do Zachodniej więc się zgadza- wsiadł do niego. A tam zonk- okazało się że to pociąg nie KM a PR, który nie jest objęty WKM. I gość dostał ponad 200 zł kary.
Ten drugi przypadek pokazuje totalny kretynizm pasażera- trzeba mieć jakieś minimalne odruchy sprawdzenia pociągu, do którego zamierza się wsiadać.
Oczywiście wina leży i po stronie pasażera, ale także góry kolei- za ten burdel ze spółkami, kolorami taboru oraz bajzlem z przepustowością, bowiem ten pociąg jedzie przez Śródmieście tylko dlatego, że nie dałoby się go upchnąć na średnicy dalekiej. Jednak gadzinowa gówniana nie wie że to nie jedyny pociąg tak wytrasowany- drugim jest POŚP IC bodajże się nazywa Czartoryski(Lublin->W-wa Zach). Mimo że ten pociąg jest zestawiony z lokomotywy i wagonów to znając debilizm ludzi, (którzy ponoć potrafią się pchać do pociągu służbowego,który zatrzymał się przy peronie z powodu zajętości szlaku; mimo że megafony kraczą że to pociąg służbowy, prosimy nie wsiadać, to i tak ludzie potrafią się pchać do takiego), niedługo znów gówniana poświęci pierwszą stronę stołecznej na news dnia, że jakiś kretyn wsiadł do pośpiesznego na Śródmieściu i dostał karę, i jaka to ta kolej niedobra...
Ogólnie to uważam że na peronach i na oficjalnej stronie polskiej kolei powinno wisieć coś takiego a'la kolej krok po kroku....
Któregoś dnia jechałem pociągiem na uczelnię. Wjechaliśmy na Warszawę Wschodnią, tam się okazało, że trzeba będzie poczekać. Cóż nie nowość- mało ludzi pracujących bezpośrednio w ruchu kolejowym, a stacja węzłowa z największym ruchem w Polsce.
No więc stoimy. W międzyczasie słyszę, jak jakaś babka dobiega do pociągu i pyta się kierownika czy dojedzie nim do Śródmieścia... bez komentarza. Widać że nie obeznana; jakby wiedziała, to by się nie pytała.
Drugi taki przypadek bezmyślności i kretynizmu opisano w gadzinowej Wyborczej vel gównianej. Otóż we wczorajszym stołecznym dodatku na pierwszej stronie(!) opisano przypadek jedynego pociągu dalekobieżnego, który nie jedzie przez Centralny a Śródmieście do Zachodniej. Otóż tyle szumu było dlatego, że gość, który przeprowadził się z innego miasta do W-wy i który tutaj jest dopiero od niedawna chciał ze Śródmieścia jechać do Zachodniej. Wiedział zapewne, że Śródmieście jest dla pociągów osobowych, więc inne tam nie wjeżdżają. W miniony piątek wbiegł na peron i nie sprawdzając dokładnie stojącego pociągu(a był to POŚP PR Cisy z Dorohuska do W-wy Zachodniej); widział że to EZT EN57 i jedzie do Zachodniej więc się zgadza- wsiadł do niego. A tam zonk- okazało się że to pociąg nie KM a PR, który nie jest objęty WKM. I gość dostał ponad 200 zł kary.
Ten drugi przypadek pokazuje totalny kretynizm pasażera- trzeba mieć jakieś minimalne odruchy sprawdzenia pociągu, do którego zamierza się wsiadać.
Oczywiście wina leży i po stronie pasażera, ale także góry kolei- za ten burdel ze spółkami, kolorami taboru oraz bajzlem z przepustowością, bowiem ten pociąg jedzie przez Śródmieście tylko dlatego, że nie dałoby się go upchnąć na średnicy dalekiej. Jednak gadzinowa gówniana nie wie że to nie jedyny pociąg tak wytrasowany- drugim jest POŚP IC bodajże się nazywa Czartoryski(Lublin->W-wa Zach). Mimo że ten pociąg jest zestawiony z lokomotywy i wagonów to znając debilizm ludzi, (którzy ponoć potrafią się pchać do pociągu służbowego,który zatrzymał się przy peronie z powodu zajętości szlaku; mimo że megafony kraczą że to pociąg służbowy, prosimy nie wsiadać, to i tak ludzie potrafią się pchać do takiego), niedługo znów gówniana poświęci pierwszą stronę stołecznej na news dnia, że jakiś kretyn wsiadł do pośpiesznego na Śródmieściu i dostał karę, i jaka to ta kolej niedobra...
Ogólnie to uważam że na peronach i na oficjalnej stronie polskiej kolei powinno wisieć coś takiego a'la kolej krok po kroku....
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Jesteśmy otoczeni chłamem medialnym.
Zaraz po 3 rocznicy Katastrofy Smoleńskiej doznałem olśnienia jak bardzo jesteśmy otoczeni chłamem medialnym w środkach komunikacji miejskiej... otóż jechałem pociągiem z uczelni i na wyświetlaczu był news z serwisu natemat.pl czyli portalu skurwysyna Lisa... otóż w newsie było że Polacy coraz mniej ufają instytucjom państwowym tj ZUS, Sejm itp. Za to- i to jest gwóźdź programu(!)- obecny tzw. prezydent cieszy się niesłabnącym wysokim(!) poparciem. Po przeczytaniu ostatniego zdania tego newsa aż się we mnie zagotowało. Co za cyniczne kłamstwo! Widać jak ten idiota zwany prezydentem zjeżdża z poparciem na łeb na szyję. Sondaże są jak znam życie przekłamane, a jeśli naprawdę tak jest to wina jest otumanionego gadzinową propagandą społeczeństwa.
Drugi taki news widziałem w autobusie. Pochodził z serwisu gazeta.pl i dotyczył frekwencji na minionej 3 Rocznicy Katastrofy. Ponoć wg tego szmatławca frekwencja na obchodach była niska... Nosz kurwa!!!! Kłamstwo na kłamstwie, kłamstwem pogania!!!!!! Sam oglądałem przemówienie z tych obchodów Prezesa(Premiera) Jarosława Kaczyńskiego i było pokazane dobitnie że było dosłownie morze ludzi!!!! Tak- MORZE LUDZI na Krakowskim Przedmieściu, notabene historycznym miejscu dla Narodu Polskiego. Znów się we mnie zagotowało na to co wypisuje ta michnikowska gadzinówka... Chociaż żyję już 20 lat na tym świecie i nie powinno mnie nic już zaskoczyć, ale w kwestii polityki jestem świeżakiem bo wszedłem w ten temat dopiero pod koniec LO. Bardzo tego żałuje że wcześniej nie było nikogo kto by mnie zachęcił do wejścia w politykę, szczególnie kiedy Lech Kaczyński jeszcze żył...
Wieczorem w czasie jedzenia kolacji niechcący obejrzałem kawałek programu tv Lisa... dotyczył obchodów 3 rocznicy. Zaproszono na nie min sieroty smoleńskie... ale tego co tam powiedzieli, jak bardzo opluli obchody i Smoleńsk... nie bd cytował bo to mi przez gardło nie przejdzie. Odcinek tego programu jest dostępny na vod.tvp.pl. Kto chce niech zobaczy i wyrobi sobie własne zdanie.
Drugi taki news widziałem w autobusie. Pochodził z serwisu gazeta.pl i dotyczył frekwencji na minionej 3 Rocznicy Katastrofy. Ponoć wg tego szmatławca frekwencja na obchodach była niska... Nosz kurwa!!!! Kłamstwo na kłamstwie, kłamstwem pogania!!!!!! Sam oglądałem przemówienie z tych obchodów Prezesa(Premiera) Jarosława Kaczyńskiego i było pokazane dobitnie że było dosłownie morze ludzi!!!! Tak- MORZE LUDZI na Krakowskim Przedmieściu, notabene historycznym miejscu dla Narodu Polskiego. Znów się we mnie zagotowało na to co wypisuje ta michnikowska gadzinówka... Chociaż żyję już 20 lat na tym świecie i nie powinno mnie nic już zaskoczyć, ale w kwestii polityki jestem świeżakiem bo wszedłem w ten temat dopiero pod koniec LO. Bardzo tego żałuje że wcześniej nie było nikogo kto by mnie zachęcił do wejścia w politykę, szczególnie kiedy Lech Kaczyński jeszcze żył...
Wieczorem w czasie jedzenia kolacji niechcący obejrzałem kawałek programu tv Lisa... dotyczył obchodów 3 rocznicy. Zaproszono na nie min sieroty smoleńskie... ale tego co tam powiedzieli, jak bardzo opluli obchody i Smoleńsk... nie bd cytował bo to mi przez gardło nie przejdzie. Odcinek tego programu jest dostępny na vod.tvp.pl. Kto chce niech zobaczy i wyrobi sobie własne zdanie.
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
3 rocznica Katastrofy Smoleńskiej [*]
Niedługo, bowiem w najbliższą środę, Naród Polski przeżywać będzie 3-cią rocznicę Katastrofy Smoleńskiej, w której zginął Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński, Jego Małżonka Maria oraz 94 inne osoby, generalnie cała Elita Państwa Polskiego.
Dzisiaj, gdy od tamtego tragicznego 10 kwietnia minęły 3 lata, to dla Narodu jest to wciąż niezagojona rana. Wynika to z tego, iż śp. Prezydent był Prawdziwym Polakiem- wszystko, co robił, robił dla Polski i Polaków; aby Nasza Ojczyzna była Prawdziwie Wolna, Suwerenna i aby się rozwijała. Nie bał się powiedzieć prosto w twarz Putinowi to co myśli o nim, nie bał się stać na straży Suwerenności Polski. Za to przyszło mu zginąć, bo był zawalidrogą dla Niemiec i Rosji oraz dla premiera...
Co do mnie to mimo to, iż wtedy byłem daleko od polityki to tamta Katastrofa była dla mnie szokiem...
Przez 3 bite lata próbowano zamazać prawdę, ale jednak się to nie udało- teraz po 3 latach wiemy tyle żeby powiedzieć że to BYŁ ZAMACH! Przełomem było znalezienie trotylu na wraku.... oczywiście lewaki szczekały swoje ale jednak swoje się dokonało...
Mam nadzieję że nadejdzie taki dzień, gdy dojdziemy do pełnej prawdy a winni zostaną osądzeni i surowo osądzeni. A Polską będą rządzić osoby kompetentne.
Dzisiaj, gdy od tamtego tragicznego 10 kwietnia minęły 3 lata, to dla Narodu jest to wciąż niezagojona rana. Wynika to z tego, iż śp. Prezydent był Prawdziwym Polakiem- wszystko, co robił, robił dla Polski i Polaków; aby Nasza Ojczyzna była Prawdziwie Wolna, Suwerenna i aby się rozwijała. Nie bał się powiedzieć prosto w twarz Putinowi to co myśli o nim, nie bał się stać na straży Suwerenności Polski. Za to przyszło mu zginąć, bo był zawalidrogą dla Niemiec i Rosji oraz dla premiera...
Co do mnie to mimo to, iż wtedy byłem daleko od polityki to tamta Katastrofa była dla mnie szokiem...
Przez 3 bite lata próbowano zamazać prawdę, ale jednak się to nie udało- teraz po 3 latach wiemy tyle żeby powiedzieć że to BYŁ ZAMACH! Przełomem było znalezienie trotylu na wraku.... oczywiście lewaki szczekały swoje ale jednak swoje się dokonało...
Mam nadzieję że nadejdzie taki dzień, gdy dojdziemy do pełnej prawdy a winni zostaną osądzeni i surowo osądzeni. A Polską będą rządzić osoby kompetentne.
czwartek, 28 marca 2013
Triduum Paschalne A.D 2013
Wielki Czwartek Wieczerzy Pańskiej oficjalnie rozpoczął Święte Triduum Paschalne A.D 2013 oraz dla mnie Święta Wielkiej Nocy.
Uroczysta Eucharystia, tzw full wypas, tłum ludzi... coś pięknego! Tego dnia Chrystus ustanowił sakrament Kapłaństwa i Eucharystii... Cóż za dwa niezwykłe dary- Kapłaństwo i Eucharystia.
Pierwszy-Kapłaństwo. Nie jest własnością księży, nie oni go sobie wybrali, ale Chrystus ich wybrał i dał im ten wielki dar... aby tu na ziemi ponawiać codziennie Jego ofiarę zbawienia, aby ludzie mogli posmakować nieba, aby posmakowali jak Pan jest dobry, jak to jedna z pieśni eucharystycznych mówi...
Jestem niezmiernie wdzięczny Kapłanom za ich Posługę; że pomagają człowiekowi dojść do Boga.
Co do Świąt to dla mnie zaczynają się w Czwartek, pierwszy dzień Triduum. Bo przeżyć Święta bez Triduum to jak oglądać wybrany odcinek serialu bez znajomości poprzednich albo jak czytać książkę od środka.
Jednak wiele osób lekceważy sobie ten czas Triduum i zajrzą do kościoła jedynie w sobotę aby poświęcić koszyczek "święconkę".... oczywiście do kościoła muszą przyjechać samochodem nawet jeśli od domu mają mniej niż 1km, bo przecież trzeba się "pokazać" -.- Bez komentarza....
Muszę przyznać że ja w miarę dorastania coraz bardziej przeżywałem Triduum ale swoisty przełom nastąpił w 2011r, kiedy będąc u aktualnie byłej dziewczyny, uczestniczyłem w Misterium. To było prawdziwe przeżycie- być jako jeden z Apostołów w Czwartek, być blisko Mistrza, a w Piątek uczestniczyć w Jego Męce i Śmierci... coś tak cudownego.... po skończonym Misterium w Piątek uczestniczyłem jeszcze w Nabożeństwie Wielkopiątkowym.... uczestnictwo w Misterium sprawiło, że gdy zaintonowano pieśń Golgoto(na Komunię św) to ja miałem gulę w gardle, a po powrocie od Komunii rozpłakałem się na oczach mojej byłej.... ona oczywiście wiedziała że potrafię się rozkleić więc przytuliła mnie i uspokoiła... dodatkowo noc z czw na pt była dla mnie niespokojna... coś jakby moja dusza złączyła się z Chrystusem pojmanym.... a cały piątek do Misterium także byłem nieswój... coś niezwykłego.... Od tej pory każdy dzień Triduum przeżywam przez pryzmat tamtego roku....
Uroczysta Eucharystia, tzw full wypas, tłum ludzi... coś pięknego! Tego dnia Chrystus ustanowił sakrament Kapłaństwa i Eucharystii... Cóż za dwa niezwykłe dary- Kapłaństwo i Eucharystia.
Pierwszy-Kapłaństwo. Nie jest własnością księży, nie oni go sobie wybrali, ale Chrystus ich wybrał i dał im ten wielki dar... aby tu na ziemi ponawiać codziennie Jego ofiarę zbawienia, aby ludzie mogli posmakować nieba, aby posmakowali jak Pan jest dobry, jak to jedna z pieśni eucharystycznych mówi...
Jestem niezmiernie wdzięczny Kapłanom za ich Posługę; że pomagają człowiekowi dojść do Boga.
Co do Świąt to dla mnie zaczynają się w Czwartek, pierwszy dzień Triduum. Bo przeżyć Święta bez Triduum to jak oglądać wybrany odcinek serialu bez znajomości poprzednich albo jak czytać książkę od środka.
Jednak wiele osób lekceważy sobie ten czas Triduum i zajrzą do kościoła jedynie w sobotę aby poświęcić koszyczek "święconkę".... oczywiście do kościoła muszą przyjechać samochodem nawet jeśli od domu mają mniej niż 1km, bo przecież trzeba się "pokazać" -.- Bez komentarza....
Muszę przyznać że ja w miarę dorastania coraz bardziej przeżywałem Triduum ale swoisty przełom nastąpił w 2011r, kiedy będąc u aktualnie byłej dziewczyny, uczestniczyłem w Misterium. To było prawdziwe przeżycie- być jako jeden z Apostołów w Czwartek, być blisko Mistrza, a w Piątek uczestniczyć w Jego Męce i Śmierci... coś tak cudownego.... po skończonym Misterium w Piątek uczestniczyłem jeszcze w Nabożeństwie Wielkopiątkowym.... uczestnictwo w Misterium sprawiło, że gdy zaintonowano pieśń Golgoto(na Komunię św) to ja miałem gulę w gardle, a po powrocie od Komunii rozpłakałem się na oczach mojej byłej.... ona oczywiście wiedziała że potrafię się rozkleić więc przytuliła mnie i uspokoiła... dodatkowo noc z czw na pt była dla mnie niespokojna... coś jakby moja dusza złączyła się z Chrystusem pojmanym.... a cały piątek do Misterium także byłem nieswój... coś niezwykłego.... Od tej pory każdy dzień Triduum przeżywam przez pryzmat tamtego roku....
poniedziałek, 25 marca 2013
Bezsensowny sposób modernizacji, pseudo-międzynarodowe zapowiedzi w SKMWa, czyli Welcome Poland....
Jadąc dzisiaj na uczelnię po raz kolejny dopadły mnie myśli że Polska to chory kraj. Przez 24 lata doprowadzono do tego stanu. To jest temat rzeka, więc skupie się tylko na kolei.
Otóż od niedawna SKM Warszawa zamontowało w dwóch(!) EZT 19WE dwujęzyczne zapowiadanie następnej stacji/przystanku osobowego. I odtrąbiono sukces... jednak jak potem sprawdziłem to pic na wodę! Zapowiedzi dwujęzyczne są dopiero od Warszawy Wschodniej i tylko do Zachodniej, czyli obejmują jedynie linię średnicową. Te ciule biurwy myślą sobie że taki zagraniczny turysta, porusza się tylko po centrum czy tylko w zasięgu średnicy... bzdura! Nie jeden taki turysta kupuje przewodnik po Warszawie, gdzie opisane są również miejscowości podmiejskie. Nasz turysta postanawia więc np pojechać do Otwocka, bo wyczytał że jest tam leczniczy mikroklimat. Jednak przeszkodą jest nieznajomość języka polskiego, a na dworcach po angielsku zapowiadane są tylko pociągi międzynarodowe. W pociągach zapowiedzi ograniczają się tylko do średnicy. Więc istnieje ryzyko że nasz turysta zabłądzi, a po powrocie do Ojczyzny będzie opowiadał że Polska to grajdół komunikacyjny... Chyba tego nie chcemy? Ale jednak do tego się dąży! Moim zdaniem spółka SKMWa celowo stworzyła komunikaty dwujęzyczne tylko dla średnicy po to, by ludziom przyjeżdżającym do naszego kraju nie przyszło do głowy, aby wyjechać gdzieś pod miasto- a wtedy obraz pięknej bogatej Polski pryśnie jak bańka mydlana.
Dodam jeszcze że te zapowiedzi są o kant dupy roztłuc jeśli chodzi o poziom merytoryczny. Przed Wschodnią bowiem leci taka oto zapowiedź:
Next stop Warszawa Wschodnia-Warsaw East Station. Możliwość przesiadki na pociągi i autobusy dalekobieżne.+ wersja w jęz ang. Nosz kurcze! Raz że takie mieszanie polskiego z ang czyli next stop WWO-Warsaw East Station jest żałosne. Już lepiej by było "Następny przystanek- WWO" możliwość przesiadki itd... +ang wersja. Aha- dodam jeszcze kolejne przekłamanie- Na WWO można się przesiąść również na inne pociągi osobowe. Ale tutaj to ukryta taktyka- nie pokazuje że można po Mazowszu jeździć koleją... Na Śródmieściu dopiero pada stwierdzenie o innych pociągach a także linii metra. Na Zachodnim to samo co na Wschodnim.... totalna załamka.
Wracając z uczelni do domu widzę codzienny grochowski widok rozpaczy- sznury wagonów, ale tak: jeden nadpalony, drugi rozszabrowany(przy czym to bardzo delikatne słowo; na usta ciśnie się słowo rozjebany-sam szkielet został, dodatkowo widać że miał do czynienia z ogniem), trzeci nadgryziony rdzą, reszta pomazana.... a w oddali się buduje hala dla składów Pendolino.... nosz cholera zwykłego taboru nie umie się utrzymać a co dopiero high speeda... przy tej porcji żalów pozytywnie mnie zaskoczył fakt, że hala wagonowa, znajdująca się koło p.o Olszynka Grochowska jest remontowana. Już nie będzie można pomazać stojącego w niej taboru :D Teraz znów kolejna fala żalów- otóż dzisiaj trafiło mi się jechać zmodernizowanym EN57KM-16xx bo niemogłem dwóch ostatnich cyfr odczytać z pudła silnikowego z powodu ich wytarcia się... tzw czoper. Czoper, czoper.... w pizdu z nim! Jedyna nowość jest dla maszynisty- w sposobie pobierania energii w postaci czoperów. Jednak dla pasażera zero unowocześnień- pudło jak ze spota, drzwi podobnie... Jak ten skład ruszył to poczułem jeden megaminus tego EZT- hucząca dmuchawa nawiewu ogrzewania/chłodzenia.... diabli to tutaj nadali! Mnie po 45 min głowa bolała od tego, a co ma powiedzieć maszynista, który czasem musi nawet 12h męczyć się z tym sprzętem? Rozmawiałem ze znajomą nt tego czopa i przy okazji poruszyłem temat badziewnego systemu modernizacji EZT EN57- zamiast jednego schematu to każda jednostka inaczej... idą na to grube $$$ a i często gęsto nie można w razie awarii ściągnąć taboru bo nie pasuje do innych... Szlag! Niby KMy szukają idealnego schematu... do cholery! To jeszcze nie znalazły te głąby?! Ręce opadają....
Otóż od niedawna SKM Warszawa zamontowało w dwóch(!) EZT 19WE dwujęzyczne zapowiadanie następnej stacji/przystanku osobowego. I odtrąbiono sukces... jednak jak potem sprawdziłem to pic na wodę! Zapowiedzi dwujęzyczne są dopiero od Warszawy Wschodniej i tylko do Zachodniej, czyli obejmują jedynie linię średnicową. Te ciule biurwy myślą sobie że taki zagraniczny turysta, porusza się tylko po centrum czy tylko w zasięgu średnicy... bzdura! Nie jeden taki turysta kupuje przewodnik po Warszawie, gdzie opisane są również miejscowości podmiejskie. Nasz turysta postanawia więc np pojechać do Otwocka, bo wyczytał że jest tam leczniczy mikroklimat. Jednak przeszkodą jest nieznajomość języka polskiego, a na dworcach po angielsku zapowiadane są tylko pociągi międzynarodowe. W pociągach zapowiedzi ograniczają się tylko do średnicy. Więc istnieje ryzyko że nasz turysta zabłądzi, a po powrocie do Ojczyzny będzie opowiadał że Polska to grajdół komunikacyjny... Chyba tego nie chcemy? Ale jednak do tego się dąży! Moim zdaniem spółka SKMWa celowo stworzyła komunikaty dwujęzyczne tylko dla średnicy po to, by ludziom przyjeżdżającym do naszego kraju nie przyszło do głowy, aby wyjechać gdzieś pod miasto- a wtedy obraz pięknej bogatej Polski pryśnie jak bańka mydlana.
Dodam jeszcze że te zapowiedzi są o kant dupy roztłuc jeśli chodzi o poziom merytoryczny. Przed Wschodnią bowiem leci taka oto zapowiedź:
Next stop Warszawa Wschodnia-Warsaw East Station. Możliwość przesiadki na pociągi i autobusy dalekobieżne.+ wersja w jęz ang. Nosz kurcze! Raz że takie mieszanie polskiego z ang czyli next stop WWO-Warsaw East Station jest żałosne. Już lepiej by było "Następny przystanek- WWO" możliwość przesiadki itd... +ang wersja. Aha- dodam jeszcze kolejne przekłamanie- Na WWO można się przesiąść również na inne pociągi osobowe. Ale tutaj to ukryta taktyka- nie pokazuje że można po Mazowszu jeździć koleją... Na Śródmieściu dopiero pada stwierdzenie o innych pociągach a także linii metra. Na Zachodnim to samo co na Wschodnim.... totalna załamka.
Wracając z uczelni do domu widzę codzienny grochowski widok rozpaczy- sznury wagonów, ale tak: jeden nadpalony, drugi rozszabrowany(przy czym to bardzo delikatne słowo; na usta ciśnie się słowo rozjebany-sam szkielet został, dodatkowo widać że miał do czynienia z ogniem), trzeci nadgryziony rdzą, reszta pomazana.... a w oddali się buduje hala dla składów Pendolino.... nosz cholera zwykłego taboru nie umie się utrzymać a co dopiero high speeda... przy tej porcji żalów pozytywnie mnie zaskoczył fakt, że hala wagonowa, znajdująca się koło p.o Olszynka Grochowska jest remontowana. Już nie będzie można pomazać stojącego w niej taboru :D Teraz znów kolejna fala żalów- otóż dzisiaj trafiło mi się jechać zmodernizowanym EN57KM-16xx bo niemogłem dwóch ostatnich cyfr odczytać z pudła silnikowego z powodu ich wytarcia się... tzw czoper. Czoper, czoper.... w pizdu z nim! Jedyna nowość jest dla maszynisty- w sposobie pobierania energii w postaci czoperów. Jednak dla pasażera zero unowocześnień- pudło jak ze spota, drzwi podobnie... Jak ten skład ruszył to poczułem jeden megaminus tego EZT- hucząca dmuchawa nawiewu ogrzewania/chłodzenia.... diabli to tutaj nadali! Mnie po 45 min głowa bolała od tego, a co ma powiedzieć maszynista, który czasem musi nawet 12h męczyć się z tym sprzętem? Rozmawiałem ze znajomą nt tego czopa i przy okazji poruszyłem temat badziewnego systemu modernizacji EZT EN57- zamiast jednego schematu to każda jednostka inaczej... idą na to grube $$$ a i często gęsto nie można w razie awarii ściągnąć taboru bo nie pasuje do innych... Szlag! Niby KMy szukają idealnego schematu... do cholery! To jeszcze nie znalazły te głąby?! Ręce opadają....
piątek, 15 marca 2013
Na kiej tyle elektroniki czyli o bezsensownych modernizacjach taboru.
W minionym tygodniu miałem szczęście jechać z uczelni do domu świeżo zmodernizowanym EN57-1660. Od znajomej dowiedziałem się że już przylgnęła do niego ksywa- Samuraj-od skośnego kształtu obudowy reflektorów.
EZT ten wjeżdża w perony Warszawy Zachodniej. Z zewnątrz prezentuje się bardzo ładnie. Od razu zauważam, że wyświetlacze boczne działają wg nowych zasad ustalonych przez Ministerstwo Transportu.Wciskam guzik otwierania drzwi i tutaj pierwsza niespodzianka-drzwi są odskokowo-przesuwane, a nie tak jak dotąd przesuwane. Z gracją odsłaniają wnętrze. Przy okazji tego procesu zauważam jeszcze jeden szczegół- dodano jeszcze jeden stopień przy wejściu, tak aby wsiadanie było łatwiejsze. Wsiadam, zajmuję miejsce. Od razu czuć zapach nowości. Tablice wewnątrz są również zaprogramowane na nowe zasady. Aha przy wyświetlaniu trasy dodano godzinę przyjazdu/odjazdu poszczególnych stacji/p.o. Więc można teraz łatwiej sprawdzać czy jedzie się planowo :D Zresztą okazja nadarzyła się niedługo po ruszeniu z Zachodniej, ale o tym później :). Dodatkowo widzę wyświetlacz reklamowy, na którym leciała propagandowa reklama unijna. No dobra ruszamy. Oczywiście zauważalnie niższe przyśpieszenie, i potem wleczenie się... ale i na to jest wytłumaczenie- tzw dotarcie się... Niższa niż rj przewidywał prędkość sprawiała że wszędzie pociąg był spóźniony... To jeszcze nic, bowiem najlepsze miało dopiero nastąpić :D Stało się to za Warszawą Wschodnią- pociąg nareszcie się rozpędził ale krótko ta szybkość trwała bo zaraz nagle zaczęło się nagłe hamowanie(sądząc po sile) pociąg stanął a równocześnie diabli wzieli wyświetlacze oraz ekran. Wszystko się zaczęło resetować. Domyślałem się że powodem był zanik napięcia w sieci trakcyjnej. A jeśli nie ma napięcia, to zaraz przetwornica strzela focha, a za nim wszystkie urządzenia, które przetwornica "karmiła" świeżym prądem. Oczywiście znów wyłazi tutaj kolejny problem- w pojazdy ładuje się od groma elektronicznych bajerów, bo to " z myślą o pasażerze" ale o tym by zmodernizować urządzenia elektryczne i pneumatyczne tj przetwornicę i sprężarkę to się nie myśli... oczywiście KM zaczęło montować przetwornicę statyczną, co to niby sama się resetuje w razie zaniku napięcia, ale jak znam życie to zamontowano taką w kilku EN57, ogłoszono to wszem i wobec, odtrąbiono sukces i spoczęto na laurach. Tak samo jak nie pomyślano by dołożyć dodatkową sprężarkę/przetwornicę by w razie awarii jednej jej funkcję przejęła zapasowa. To dopiero teraz się zaczyna coś z tym robic w przypadku EZT EN76 Elf. Co do nich to nie można wykorzystać ich pełnej mocy bo sieć trakcyjna jest za słaba... Morał z tego taki że modernizacje kolejowe są w Polsce robione na hurra, bez pomyślunku. Bo co do wspomnianego EN57-1660- dobrze że poszedł pod modernizację tylko uważam że na kieja modernizować jedną góra dwie jednostki wg nowego wzoru, zupełnie jeszcze nieznanego, jak można by np te nowe tablice zamontować a resztę zmodernizować wg stosowanego już standardu? Ale tak to jest jak ZNTK stały się spółkami prawa handlowego.... :(
EZT ten wjeżdża w perony Warszawy Zachodniej. Z zewnątrz prezentuje się bardzo ładnie. Od razu zauważam, że wyświetlacze boczne działają wg nowych zasad ustalonych przez Ministerstwo Transportu.Wciskam guzik otwierania drzwi i tutaj pierwsza niespodzianka-drzwi są odskokowo-przesuwane, a nie tak jak dotąd przesuwane. Z gracją odsłaniają wnętrze. Przy okazji tego procesu zauważam jeszcze jeden szczegół- dodano jeszcze jeden stopień przy wejściu, tak aby wsiadanie było łatwiejsze. Wsiadam, zajmuję miejsce. Od razu czuć zapach nowości. Tablice wewnątrz są również zaprogramowane na nowe zasady. Aha przy wyświetlaniu trasy dodano godzinę przyjazdu/odjazdu poszczególnych stacji/p.o. Więc można teraz łatwiej sprawdzać czy jedzie się planowo :D Zresztą okazja nadarzyła się niedługo po ruszeniu z Zachodniej, ale o tym później :). Dodatkowo widzę wyświetlacz reklamowy, na którym leciała propagandowa reklama unijna. No dobra ruszamy. Oczywiście zauważalnie niższe przyśpieszenie, i potem wleczenie się... ale i na to jest wytłumaczenie- tzw dotarcie się... Niższa niż rj przewidywał prędkość sprawiała że wszędzie pociąg był spóźniony... To jeszcze nic, bowiem najlepsze miało dopiero nastąpić :D Stało się to za Warszawą Wschodnią- pociąg nareszcie się rozpędził ale krótko ta szybkość trwała bo zaraz nagle zaczęło się nagłe hamowanie(sądząc po sile) pociąg stanął a równocześnie diabli wzieli wyświetlacze oraz ekran. Wszystko się zaczęło resetować. Domyślałem się że powodem był zanik napięcia w sieci trakcyjnej. A jeśli nie ma napięcia, to zaraz przetwornica strzela focha, a za nim wszystkie urządzenia, które przetwornica "karmiła" świeżym prądem. Oczywiście znów wyłazi tutaj kolejny problem- w pojazdy ładuje się od groma elektronicznych bajerów, bo to " z myślą o pasażerze" ale o tym by zmodernizować urządzenia elektryczne i pneumatyczne tj przetwornicę i sprężarkę to się nie myśli... oczywiście KM zaczęło montować przetwornicę statyczną, co to niby sama się resetuje w razie zaniku napięcia, ale jak znam życie to zamontowano taką w kilku EN57, ogłoszono to wszem i wobec, odtrąbiono sukces i spoczęto na laurach. Tak samo jak nie pomyślano by dołożyć dodatkową sprężarkę/przetwornicę by w razie awarii jednej jej funkcję przejęła zapasowa. To dopiero teraz się zaczyna coś z tym robic w przypadku EZT EN76 Elf. Co do nich to nie można wykorzystać ich pełnej mocy bo sieć trakcyjna jest za słaba... Morał z tego taki że modernizacje kolejowe są w Polsce robione na hurra, bez pomyślunku. Bo co do wspomnianego EN57-1660- dobrze że poszedł pod modernizację tylko uważam że na kieja modernizować jedną góra dwie jednostki wg nowego wzoru, zupełnie jeszcze nieznanego, jak można by np te nowe tablice zamontować a resztę zmodernizować wg stosowanego już standardu? Ale tak to jest jak ZNTK stały się spółkami prawa handlowego.... :(
niedziela, 3 marca 2013
Tragedia szczekocińska- I rocznica
Dzisiaj, 3 marca 2013 w I rocznicę tragedii szczekocińskiej naszło mnie aby napisać parę słów na blogu na ten właśnie temat.
3 marca 2012r. Sobota. Zwyczajna jak każda sobota. Jednak wieczorem okazuje się że nie jest zwyczajna. Siedzę na fb, gdy o godz 21.00 na grupie MK pojawia się pierwsza informacja o wypadku- "zderzyły się dwa pociągi". Dziwne, ale nie zwróciło to mojej uwagi. Dopiero relacja w tv przykuwa ją na dłuższy czas. Od czerwieni aż kipi na ekranie. Na początku informacje są chaotyczne- że szlak był jednotorowy, że szlak był dwutorowy ale w momencie wypadku jeden był zamknięty z powodu rzekomego remontu... Podobnie rzecz się miała z informacjami o ofiarach- że ktoś przeżył.... W następnych dniach rozgorzała dyskusja "gadających głów" jak to mogło się stać że dwa pociągi znalazły się na jednym torze. Tydzień żałoby, śledztwo...
W I rocznicę tej strasznej tragedii CZEŚĆ PAMIĘCI TYM KTÓRZY ZGINĘLI![*][*][*]
3 marca 2012r. Sobota. Zwyczajna jak każda sobota. Jednak wieczorem okazuje się że nie jest zwyczajna. Siedzę na fb, gdy o godz 21.00 na grupie MK pojawia się pierwsza informacja o wypadku- "zderzyły się dwa pociągi". Dziwne, ale nie zwróciło to mojej uwagi. Dopiero relacja w tv przykuwa ją na dłuższy czas. Od czerwieni aż kipi na ekranie. Na początku informacje są chaotyczne- że szlak był jednotorowy, że szlak był dwutorowy ale w momencie wypadku jeden był zamknięty z powodu rzekomego remontu... Podobnie rzecz się miała z informacjami o ofiarach- że ktoś przeżył.... W następnych dniach rozgorzała dyskusja "gadających głów" jak to mogło się stać że dwa pociągi znalazły się na jednym torze. Tydzień żałoby, śledztwo...
W I rocznicę tej strasznej tragedii CZEŚĆ PAMIĘCI TYM KTÓRZY ZGINĘLI![*][*][*]
niedziela, 24 lutego 2013
Kolej Polska odc 5
W tym samym czasie trwały
roboty w kierunku Lublina, a dokładniej na stacji Pilawa.
Zbudowano tory w kierunku
Garwolina wraz z ich elektryfikacją. Tory jak na razie tylko na odc
1 km, ale to zawsze coś. Dodatkowo elektryfikowano zespół bocznic
i toramy odstawcze. Powstał także zalążek Słki na odcinku
Pilawa-Łuków w postaci torów na razie na dług 1 km. Bocznica
miała mieć dodatkowo obrotnicę w celu obracania pociągów
towarowych, które w tym zespole bocznic były wyładowywane.
Koło torów odstawczych zaczęto
budowę noclegowni dla maszynistów których pociągi kończyły bieg
tutaj, a potem mieli wracać rano.
Przebudowano także układ
torowy koło peronu 3 i torów odstawczych od strony Otwocka. Dodano
dwa rozjazdy, by pociągi wyjeżdżające z torów mogły wjeżdżać
na obydwa tory peronu 3.
Minęło 2,5 roku od
wskrzeszenia kolei w Polsce. W tym dniu Prezes Kolei Polskiej miał
dzień pełen roboty- bowiem oprócz zwyczajnej pracy czyli
doglądania postępu robót i pomoc w nich udzielał wielu wywiadów
dla prasy. Miał wszakże swojego rzecznika prasowego, jednak wolał
się osobiście pokazać mediom by zrobić dobre wrażenie. Działał
wg zasady „pańskie oko konia tuczy”.
Grafik prezesa aż kipiał od
terminów- 8.00 wywiad dla TVN potem o 10 dla Gazety Polskiej i
całego pakietu mediów prawicowych... potem jeszcze wywiad w TVP...
cóż ciężki dzień.
Przyszła chwila pierwszego
wywiadu. Pan Prezes uśmiechnięty i spokojny czekał na pytania.
Dziennikarz:
Panie Prezesie, może takie pierwsze pytanie na rozluźnienie- jak to
się stało że objął Pan fotel prezesa Kolei Polskiej?
Prezes:
Panie Redaktorze, to wszystko zasługa moich zainteresowań koleją
od przysłowiowej kuchni, zakochanie się w tym środku transportu.
Zaczęło się to wszystko niepozornie- będąc w gimnazjum,
pojechałem z babcią na pielgrzymkę do Lichenia. Pociągiem
oczywiście(śmiech). Pamiętam doskonale, że to był pociąg dawnej
kategorii IC. W drodze do Sanktuarium wszystko było w porządku,
pociąg był o czasie. Jednak godzin odjazdu z W-wy Wschodniej oraz
przyjazdu do Konina nie pamiętam(śmiech). Uprzedzając kolejne
pytanie Pana Redaktora, który zapyta zapewne dlaczego mówię nagle
o stacji Konin; przecież jechałem do Lichenia. Otóż tak się
można dostać do Lichenia- pociągiem do Konina a stamtąd busem do
Lichenia. Ale wracając do podróży- tak jak mówiłem w drodze do
Sanktuarium wszystko było w porządku. Zaś z powrotem już tak
różowo nie było- pociąg powrotny spóźnił się i to chyba z 10
min. Niby niewiele ale spóźnienie jest spóźnieniem. Do tego
podczas kontroli okazało się że kasjerka wydała mi i mojej babci
zły bilet- konduktor zobowiązał się że wyda nam zastępczy przed
Warszawą. Potem przyszedł i przeprosił za zamieszanie i przyznał
że to on popełnił błąd. Do W-wy dojechaliśmy z opóźnieniem.
Okazało się dodatkowo iż nasz pociąg został wpuszczony na inny
tor niż przewidziano, z powodu tegoż opóźnienia. Po powrocie do
domu naszły mnie myśli że tak mówimy że kolej to kolej tamto...
ale dlaczego tak jest? I wtedy postanowiłem się zainteresować tym
środkiem transportu „od kuchni”. Pamiętam zacząłem od
Wikipedii i strony o oznaczeniach taboru. Potem to się wszystko
rozwijało... zaznajomiłem się nawet z maszynistą z Kolei
Mazowieckich-dawnej spółki samorządowej na Mazowszu. Muszę
przyznać że gdy KM powstawało, ja wtedy byłem na początku
„miłośniczenia”, to miałem okres fascynacji tą spółką.
Wynikało to z tego że wcześniej pod „rządami” spółki
Przewozy Regionalne pociągi regionalne wyglądały okropnie... EN57
były pomalowane na pomarańczowo ale tego koloru nie było widać
spod grubej warstwy graffiti, którego nie dało się zmyć w
normalnych warunkach- dopiero podczas naprawy rewizyjnej... zdarzały
się nawet przypadki, kiedy to EZT jadąc z zakładów naprawczych
został zamazany przez graficiarzy...
KM to była nowa jakość-
oprócz ładnego malowania, które w razie ataku graficiarzy można
było łatwo oczyścić zaoferowali pasażerom również szereg
udogodnień tj Wspólny Bilet tzn można było jeździć pociągiem
na Kartę Miejską.
I tak się moje życie
toczyło... takim przełomowym momentem, kiedy to zacząłem snuć
plany o przejęciu fotela prezesa kolei był czas liceum, a właściwie
projekt z przedmiotu podstawy przedsiębiorczości o własnej firmie.
Wtedy stworzyłem projekt nowej kolei. No i teraz jestem realnie
prezesem(śmiech).
Dziennikarz:
No dobrze Panie Prezesie... ale jak Panu się udało w tak krótkim
czasie-2,5 lat wyciągnąć kolej na prostą? Przecież jak Pan
pamięta, w momencie gdy obejmował Pan stanowisko, kolej w Polsce
dosłownie się nie istniała...
Prezes:
Panie Redaktorze- to wszystko kwestia, tak jak wspominałem już
wcześniej- dobrego pomyślunku, zaplanowania wszystkiego w
najdrobniejszych szczegółach. Faktycznie, kiedy obejmowałem
stanowisko, kolej wyglądała jak po zagładzie. Nie powiem- płakać
mi się chciało, nad tym co widziałem, co poprzednie rządy
zrobiły, ale powiedziałem sobie- nie czas na rozczulanie się,
trzeba się wziąć do ostrej roboty. I wziąłem się.
Tajemnicą mojego sukcesu jest
to, iż postanowiłem sobie, że nie będę jak moi poprzednicy-lenie
i nieroby zwalające całą robotę na innych, czekających tylko na
grubą kasę za nic, uśmiechający się przed kamerami i gadających
bzdury jak to oni ciężko pracują... do tego nieznających się na
specyfice kolei, bo pracowali wcześniej w innych wogólne nie
związanych z koleją branżach np. bankowości, do tego dostali tę
posadkę z mianowania partyjnego, jeszcze dodatkowo wozili swoje 4
litery luksusową limuzyną - powiedziałem temu zdecydowanie NIE!!!!
Gdy obejmowałem stanowisko,
powiedziałem sobie że będę inny niż moi poprzednicy-tzn będę
jednym z osób w zespole administracyjnym.
Wg teorii starego systemu czyli
moich poprzedników moja rola ograniczała się do obijania się,
brania ciężkich pieniędzy za to no i może od czasu do czasu
sprawdzenie jak idzie praca. Ja temu powiedziałem stanowcze VETO!
Postanowiłem, że nie będę się wywyższał i będę jednym z nich
tzn będę pomagał mojemu zespołowi w budowaniu nowej kolei w
Polsce.
Co do budowy linii kolejowych,
to po upadku nieboszczki PKP pozostało wiele taboru technicznego
nieużywanego. Do tego oczywiście trzeba ludzi, ale sobie
pomyślałem- cholera mamy takie wielkie bezrobocie, więc może
przechwycić to towarzycho?(śmiech), jak to mówił Jan Pietrzak w
swoim monologu z 94 roku.
Więc dałem ogłoszenie że
jest wiele wakatów na nowej kolei. Przyznam się że się wielu
zgłosiło, i to w znakomitej większości pasjonaci kolejnictwa,
więc z przyjemnością ich zatrudniłem.
Obecnie prowadzę nabór na
stanowiska bezpośrednio związane z ruchem kolejowym czyli
maszynistów, drużyny konduktorskie, dyżurnych ruchu itd.
Planuję, że gdy zakończy się
budowa linii nr 7 puścimy tam ruch kolejowy. Obecnie dodatkowo
prowadzę rozmowy z producentami taboru w sprawie dostaw nowego
taboru. Ale to nie będzie wyglądało tak jak to było wcześniej-
mój plan jest taki że obok modernizacji starszego taboru tzn EZT
EN57 do standardu EN57A czyli asynchronicznych planuję jak na razie
dostawy EZT EN75 Flirt.
piątek, 1 lutego 2013
Kolej Polska odc 4
Budowę szlaku od Wawra do
Warszawy zaczęto od dobudowania brakujących torów bocznych, z
czego jeden-przyjazdowy był zelektryfikowany, reszta-zespół
bocznic-bez druta.
Dobudowano także tory szlakowe
oraz zbudowano rozjazdy prowadzące na bocznicę.
Tor boczny zasadniczy został
szybko zelektryfikowany, dłużej trwała elektryfikacja torów
szlakowych- z powodu tego iż ich było 6 więc trzeba było
zastosować bramki trakcyjne. Po miesiącu nad torami szlakowymi
wisiała już sieć trakcyjna.
Dopieszczono jeszcze wawerskie
perony i zabrano się za budowę reszty szlaku do Gocławka.
W tym miejscu nastąpiła
istotna zmiana- wcześniej z racji tego że szlak od Warszawy do
Lublina był dwutorowy, (z wyjątkiem tego odcinka Otwock-Pilawa,
gdzie był jeden tor), oraz że tędy jeździły jeszcze do 2009-10
pośpieszne do/z Lublina, toteż Gocławek był swoistą mijanką,
gdzie pośpieszne mogły minąć się z osobowymi.
Teraz nastąpiła przebudowa-
zlikwidowano rozjazd przed peronami oraz kawałek toru dodatkowego
zwanego żeberkiem. Pociągnięto dalej schemat zastosowany
wcześniej- każdy z rodzajów pociągów jechał po swoich torach,
dodatkowo dzięki temu zbędnym okazał się wiadukt dla układu
podmiejskiego; tory podmiejskie szły normalnie po płaszczyźnie, a
tory dalekobieżne za Gocławkiem odłączały się łukiem w prawo.
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Kolej Polska odc 3
Po 2 latach intensywnych robót
udało się wybudować odcinek od Warszawy Wawra do Pilawy oraz
zaczątki Słki oraz tzw dwunastki.
Ogólnie społeczeństwo z
podziwem patrzyło na odradzającą się kolej.
Pan Prezes na utworzonej stronie
internetowej i profilu fb regularnie zamieszaczał informacje dot
stanu zaawansowania robót.
Czytelnik zapewne zapyta, skąd
znalazły się środki i możliwość prowadzenia takich robót,
skoro jak wiemy nowy Prezes zastał kolej leżącą i kwiczącą...
Otóż zostawiono cały sprawny tabor techniczny, a tego byłą spora
ilość. Z zaciągniętego kredytu na rozwój przedsiębiostwa
zakupił materiały budowlane oraz uzupełnił tabor pasażerski, o
czym w późniejszej części.
I tak, mądrze rozporządzając
finansowo roboty szły do przodu.
Zaczęto teraz budować szlak od
Wawra w kierunku Warszawy.
Kolej Polska odc 2
Stało się! Pewnego dnia roku
2032 kolej osiągnęła dno dna. Przez niewłaściwie prowadzoną
politykę upadła. Dług był tak wielki, iż nie dało się go już
spłacić. Wobec tego w prasie pojawiła się informacja że z dniem
1.01.2032 PKP przestaje funkcjonować. Oczywiście władza miała
gdzieś, co zrobią tysiące ludzi, którzy tym właśnie środkiem
transportu podróżowali oraz dojeżdżali codziennie do pracy,
szkoły itd.
Jednak nie wszystko zostało
stracone. Pewien młody chłopak, Przemek, postanowił uratować
kolej i jednocześnie spełnić swoje największe marzenie-stworzyć
kolej taką, jaka była w 20 międzywojennym.
Miał o tyle szczęście że
akurat wraz z upadkiem starego PKP upadła również władza, która
przez wiele lat rozmontowywała kraj na części, doprowadzając go
do dna.
Nowy minister transportu ogłosił
konkurs na prezesa nowej kolei. W szranki oprócz Przemka stanęły
jeszcze inne osoby, jednak one odpadły, a fotel prezesa przypadł
naszemu bohaterowi. Dla Niego to była niewyobrażalna radość,
bowiem drzwi do realizacji swojego marzenia zostały już otwarte.
Od razu wziął się do
sumiennej roboty. Miał ułożony plan, który tworzył od LO. Genezą
tego planu był projekt na lekcję przedsiębiorczości, gdzie trzeba
było stworzyć własną firmę. Wybrał że stworzy nową kolej.
Z tej pomocy postanowił
skorzystać teraz-miał bowiem zarys ogólny przedsiębiorstwa, wraz
w makietami linii kolejowych, przygotowanymi już uprzednio tabelami
rozkładów jazdy dla wszystkich linii.
Skorzystał też z uprzednio
przygotowanego zarysu ogólnego przedsiębiorstwa, tzn. struktury
wewnątrzfirmowej, hierarchi płac oraz biznesplanu.
Co do budowy linii kolejowych,
to schemat był prosty- linie pierwszorzędne, wychodzące z
aglomeracji na pewnym odcinku będą 6-torowe; 2 dla pociągów
osobowych(regionalnych), 2 dla SKM, oraz dwa dla dalekobieżnych.
Dalej szlak będzie się zwijał do 4-torowego. Linie drugorzędne
mają być dwutorowe.
Do istniejących, ale
wymagających przebudowania, dodano też wiele nowych linii, a także
dawne linie towarowe przystosowano do ruchu zarówno pasażerskiego
jak i towarowego.
Zaczęła się robota na
gruncie. Pierwszą linią kolejową, która poszła pod młotek była
linia D29-7 z Warszawy do Dorohuska.
Prace rozpoczęły się od
stacji Otwock, gdzie przebudowano układ torowy, dodając tory
odstawcze dla pociągów SKM oraz budując dodatkowy peron dla
pociągów regionalnych. Wg planu przy peronie tym miały kończyć
bieg pociągi z Chełma, Dorohuska, Zamościa, Biłgoraja,
Hrebennego, Włodawy, Hrubieszowa. Pasażerowie tychże podróż do
Warszawy mieli kontynuować pociągami SKM, skorelowanymi rozkładowo
zresztą. Jednak potem plany uległy zmianie, o czym czytelnik dowie
się później.
Perony układane były z kostki
dwukolorowej-białej i czerwonej; taki mały patriotyczny akcent ;) .
Każdy peron wyposażono w
zadaszone zejście do przejścia podziemnego, wraz z precyzyjnymi
opisami dojścia do różnych miejsc. Poza tym był budynek
poczekalni-w kształcie ten sam, których w 1936 pełno było na
każdej linii wyjazdowej z Warszawy. Dodatkowo jeszcze wiata,
przedłużająca dla pasażera strefę ochronną przed zjawiskami
atmosferycznymi. Wnętrze poczekalni skopiowano z poczekalni w
Józefowie- oryginalne niebieskie kafelki z karbidowym oświetleniem
bocznym, na suficie zaś estetyczne oświetlenie wpuszczane.
Dodano jeszcze pomieszczenie dla
kawiarni peronowej oraz dla kasy. Siedzenia w poczekalni zrobiono
takie kształtem jakie były w tych dawnych, z tym wyjątkiem że
obito je niebieskim, miękkim materiałem. Stały tam jeszcze
biletomaty ZTM, na ścianie zamontowano dwie 3 częściowe gabloty na
rozkład jazdy. W drzwiach zamontowano małe okienka, służące
pasażerom na podejrzenie czy ich pociąg wjeżdża na peron.
Na zewnątrz perony wyposażono
w takie same gabloty rozkładowe, jakie były wewnątrz poczekalni, z
tym że stały one pod zadaszeniem zejść peronowych, które były
dwa, ustawione przy krawędzi peronu.
Postawiono także zegary,
oświetlenie oraz wyświetlacz najbliższych odjazdów. Nazwę stacji
zamontowano na zadaszeniu zejścia peronowego.
Ogólnie po przebudowie stacja
Otwock posiadała 4 perony- skrajny lewy dla ruchu dalekobieżnego,
środkowy dla aglomeracyjnego, prawy i skrajnie prawy dla ruchu
regionalnego.
Dodatkowo peron 4 służył do
wyładunku towarów, a 4 tory obok służyły za postojowe dla
nierozładowanych wagonów.
Podobne stacje z dodatkowym
peronem towosowym były jak na razie w Falenicy i Wawrze. Właśnie
do tych stacji skierowano część pociągów z lubelskiego, które
pierwotnie miały kończyć bieg w Otwocku.
Zbudowano też bocznicę do
zakładu drzewnego.
Zamontowano nowoczesne
urządzenia SRK, sieć trakcyjną, a także zbudowano przyległe
szlaki- w kierunku Celestynowa/Pilawy oraz Falenicy i Wawra a dalej
do Warszawy.
Prawie równolegle do odcinka
Otwock-Wawer zbudowano tory Wąskotorowej Kolei Dojazdowej, w skrócie
WKD. W założeniu WKD miało odciążyć zatłoczoną nadwiślankę,
dać dostęp do kolei osobom mieszkającym z dala od kolei
normalnotorowej.
W założeniu WKD na tej linii
miało być zbudowane na śladzie dawnej kolei jabłonowskiej, z
przedłużeniem do Legionowa. Planowano uruchomić pociągi tej
kategorii w następujących relacjach:
- Legionowo-Karczew-Legionowo
- Jabłonna-Karczew-Jabłonna
- Jabłonna-Otwock
- Warszawa-Otwock.
Linia WKD oznaczona symbolem W1
miała być dwutorowa, o rozstawie szyn 1000mm oraz zelektryfikowana
prądem 3 kV.
Perony były podobne do
tramwajowych pod względem wysokości oraz ogólnego wyposażenia.
Tutaj też były zejścia do przejść peronowych.
Kolej Polska odc 1
Wielu ekspertów mówiło, że
to co się działo z koleją w Polsce od 1989r to jest droga donikąd,
że kolej kiedyś padnie.
Powolne wycinanie linii
kolejowych, z powodu tego że zapatrzono się na USA, gdzie
postawiono na transport samochodowy.
Jeszcze do 2000/01 kolej
funkcjonowała w miarę normalnie. Wspomniana data to był dla kolei
armagedon. Wtedy bowiem rządzący naszym krajem z ramienia AWS+UW
uchwalili ustawę o prywatyzacji, komercjalizacji i podziale PKP.
Na mocy tejże ustawy podzielono
dawne przedsiębiorstwo państwowe na spółki; dla zarządzania
infrastrukturą utworzono spółkę Polskie Linie Kolejowe, zaś dla
przewoźników utworzono tzw Grupę PKP, w której obrębie znalazły
się spółki takie jak:
PKP InterCity(przewozy kategorii
Ex oraz IC- nowość na torach-coś pomiędzy pociągiem Ex a POŚP.),
PKP Przewozy Regionalne(pociągi
osobowe oraz pośpieszne),
PKP Cargo(przewóz towarów)
PKP LHS(przewozy towarowe na
linii Hutniczej-Szerokotorowej)
PKP SKM Trójmiasto(przewozy
aglomeracyjne w Trójmieście)
PKP Telecom(wyświetlacze
peronowe)
PKP Energetyka(prąd na kolei).
Politycy argumentowali to
posunięcie tym, że skoro mamy wolny rynek, to wszystko powinno być
dostosowane do wymagań tegoż rynku....
I tak od tamtego czasu kolej
zjeżdżała po równi pochyłej... na początku, jak to na początku-
nic nie było widać. Było dobrze. Ale już 4 lata później, w 2005
kolej zaczęła znów się dzielić- powstała warszawska Szybka
Kolej Miejska. Z kategorią kolei aglomeracyjnej miała tyle
wspólnego że tak nazwano nową spółkę oraz to, że obowiązywała
tam taryfa ZTM W-wa. Powodem powstania była niemożliwość
porozumienia się z Mazowieckim ZPR spółki PKP PR w kwestii
stworzenia taryfy typowo aglomeracyjnej.
Taborem dla tej spółki miały
być ocalałe po pożarze sprawne człony trójmiejskich SKM, które
poskładano w EZT, a następnie zmodernizowano w nowosądeckim
Newagu. Powstał dzięki temu EZT 14WE. Fakt, jak na tamte czasy to
wygląd tegoż był bombowy. Skierowano je na linię zalążek sieci
SKM czyli linię S1 z Zachodniej do Falenicy. Jednak rzadkość
kursowania(co 40 min) która była spowodowana szczupłym parkiem
taborowym( tylko 6 EZT 14WE) dała efekt taki że linię S1
zlikwidowano a tabor przeniesiono na nową linię S2 z najpierw
Rembertowa do W-wy Zachodniej; później z Sulejówka do Pruszkowa.
Okazało się że S2 była strzałem w 10.
W międzyczasie, powstała linia
S9(najpierw w relacji
Warszawa
Gdańska-Legionowo/Wieliszew, później od Zachodniej do Legionowa i
Wieliszewa).
3 lata później pociągi SKM
znów wróciły na linię otwocką; najpierw z Otwocka do W-wy
Wschodniej, później do Pruszkowa.
S2 zostało skrócone do W-wy
Zachodniej, by później w 2010 r zostać przedłużone do nowo
powstałej na Euro2012 stacji W-wa Lotnisko Chopina.
Przed 2012 rokiem doszła
jeszcze nowa linia S3 z Warszawy Lotniska Chopina do Legionowa i
Wieliszewa.
Prawie równolegle powstała
kolejna spółka- Koleje Mazowieckie. Wyrosła na bazie ZPR W-wa, a
przyczyną jej powstania było to że w czasach
funkcjonowania(2001-2005) kolej na Mazowszu włącznie z W-wą
przeżywała zapaść- czytający to zapewne pamiętają pomarańczowe
EZT EN57, każda uwalona niezmywalnym w warunkach eksploatacyjnych
graffiti, do tego rzadko kursujące... no więc na przełomie 2005/6
powiedziano temu stop! Powstały Koleje Mazowieckie-pierwsza spółka
samorządowa. Miało być lepiej niż dotychczas. Fakt że przy
okazji Kolejarze protestowali przeciwko powstaniu tej spółki ale to
spełzło na niczym. „Góra” dopięła swego.
KM zaczynało powoli się
rozkręcać. Mieli do dyspozycji cały tabor dawnego MZPR, składający
się wyłącznie z EN57, na początku dzierżawiony od PKP PR, a
później w całości odkupiony. Zaczęły się żmudne modernizacje.
Najpierw-nowe malowanie: zielono-biało-żółte miały na nowo
zachęcić pasażerów do podróży koleją. Później pomału
modernizowano resztę-siedzenia oraz całe wnętrza. Przy okazji
zawalczono o klienta- powstała oferta handlowa „Bilet do Otwocka”
dla mieszkańców warszawskiego Wawra oraz mieszkańców
podwarszawskiego Józefowa oraz Otwocka. Była to konkurencja dla
prywatnych autobusów MiniBus, oraz innych firm, które zdążyły
sobie wyrobić dobrą markę poprzez niską cenę przejazdu(biły na
głowę PKP), krótszy od kolei czas przejazdu... teraz KM pod
postacią „Biletu do Otwocka” oferowała przejazd na odcinku W-wa
Zach-Otwock w cenie 2,50zł. Dodatkowo obowiązywały wszystkie ulgi
ustawowe. Z czasem dostrzeżono, iż to było właściwe posunięcie.
Mieszkańcy zaczęli znów
pomału korzystać z kolei w dojazdach z/do pracy i generalnie w
dojazdach do centrum Warszawy.
Opuśćmy na chwilę przewozy
aglomeracyjno- regionalne by przyjrzeć się przewozom dalekobieżnym.
Otóż na początku działania
reformy, do roku 2008 PKP PR i PKP IC działały na swoim polu, nie
przeszkadzając sobie nawzajem.
Nadszedł jednak ten straszny
2008 rok. Najpierw PKP PR wyszło z grupy stając się samodzielnym
przewoźnikiem. Spowodowane było to rzekomymi naciskami ze strony
PKP IC na ofertę oraz rzekomymi kosztami płaconymi za używanie
loga PKP. Dodatkowo PR zmienił nazwę pociągów osobowych na REGIO.
Później długo nic, aż tu nagle w grudniu 2008 media obiegła
informacja że PKP IC z polecenia rządowego przejmuje od PR pociągi
pośpieszne. Potem już 2009 roku wraz z nowym rozkładem jazdy
gruchnęła wiadomość niczym grom z jasnego nieba że PKP IC
likwiduje pośpieszne i zamienia je na pociągi TLK. Potem to okazało
się brzemienne w skutkach- spółka zrabowany wręcz tabor zostawiła
w krzakach, gdy do obsługi używali tylko części posiadanego
taboru. Oczywiście przy okazji likwidując „nierentowne”
połączenia, których jak się okazało było dosyć sporo....
Posługiwano się kłamliwym argumentem że nie mają taboru do
obsługi tylu połączeń, oraz że te co wycięto były
nierentowne.... I tak do 2010 kiedy to zauważono że strategia
rozwoju oparta na przewozach tylko w kategoriach skrajnych tzn
najbogatszych EIC oraz najbiedniejszych TLK nie jest trafiona.
Wróciły więc pociągi Ex jako pośrednie. Wraz z nimi wróciły
także nazwy pociągów, zlikwidowane na początku.
I tak doszliśmy do roku 2012
który był kluczowym rokiem dla Polski- była organizatorem
EURO2012, wielkiej imprezy piłkarskiej. Temat ten przewijał się w
mediach oraz na kolei w postaci pokazywania społeczeństwu jak góra
kolejowa tyra nad przygotowaniem kolei w Polsce do tego wydarzenia.
Potem gdy szał zabawy opadł, znów wróciła szara polska
rzeczywistość... rozkopane tory w całym kraju, awarie kolei itp.
Dodatkowo w 2012 roku jeden z MK
wszedł w posiadanie dokumentu, w którym PLK czyli zarządca
infrastruktury zamierza zlikwidować w Polsce 3 tys km linii
kolejowych! A wszystko dlatego że jakaś durna firma doradcza,
której notabene słono zapłacono stwierdziła, iż najlepszym
sposobem na jak to określano poprawienie stanu kolei jest....
likwidacja torów(!) Oczywiście zrobił się wielki szum wokół
tematu, który po jakimś czasie ucichł....
Pod koniec 2012, w grudniu, gdy
zawsze następuje wejście w życie nowego rozkładu jazdy, gruchnęła
kolejna wiadomość- tym razem o tym że marszałek województwa
śląskiego rezygnuje z usług PR, a zamierza utworzyć własną
spółkę samorządową. W mediach propaganda lała się
strumieniami, że to będzie przełom i w ogóle. Później w dniu
„premiery” okazało się że KŚ(Koleje Śląskie) są kompletnym
niewypałem; z powodu zimowych warunków masa pociągów nie
wyjechała w ogóle w trasę, wiele było opóźnionych, dodatkowo
tabor wagonowy, wynajmowany od innych spółek także nie wyjechał w
drogę, z powodu braku licencji. Ogólnie była kompromitacja. Potem
długo huczono o tym w mediach; prezes tej spółki został
publicznie skompromitowany podwójnie- raz że nie potrafił
poprawnie pokierować spółką, a dwa, że okazało się, że dostał
posadę prezesa bez wymaganego konkursu- w tzw systemie „po
znajomości”. KŚ stały się kolejami śmiesznymi, co jeszcze
bardziej pogrążyło całą kolej w oczach przeciętnego
Kowalskiego. Jakby tego było mało, ktoś sfotografował rzekomą
komunikację zastępczą, uruchomioną za odwołane pociągi-
autobusy to jeszcze mało- okazało się że często gęsto był to
zwykły samochód osobowy.... Potem jak zwykle w Polsce, temat został
zamieciony pod dywan.
I tak kolej się staczała w
dół, mądre głowy gadały że tak nie można, że to droga donikąd
jeśli się nie podejmie jakiś sensownych kroków dot kolei....
wszystko to też było związane z tematem katastrofy pod
Szczekocinami z 3 kwietnia 2012r, kiedy to w wyniku awarii
infrastruktury i nieumyślnego błędu dyżurnego ruchu, dwa pociągi
zderzyły się czołowo. Pociągnęło to za sobą wielu zabitych i
rannych. Od tego momentu jak w przyśpieszonym tempie w regularnych
odstępach czasu zdarzały się jakieś incydenty na kolei- a to
pociąg małoby znów się nie zderzył, a to właśnie się zderzył
ale niegroźnie bo przy małej prędkości.... generalnie coraz
szybciej się staczała....
piątek, 18 stycznia 2013
WOŚP i lemingoza zakaźna...
Jak co roku, w styczniu, mimo mrozu i śniegu całą Polskę ogarnia szał dobroczynności. Nagle masowo wrzucają pieniądze do puszek trzymanych przez wolontariuszy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy vel Wielkiego Ośmieszania Śmiesznych Polaków. Przez cały dzień jest dodatkowo w tv tanie show, podczas którego są licytacje i podawane są informacje o sumie uzbieranych pieniędzy. Wszystko to oficjalnie idzie na zakup sprzętu ratującego życie. To jednak jest owsiakowska ściema, bowiem sprzęt jest kupowany tylko z 50% zebranej sumy; z reszty opłacana jest administracja śrośpu oraz lewacki przystanek woodstock, podczas którego odbywa się pranie mózgu młodych Polaków. Po drugie ta łysa pała naraziła się wszystkim wypowiedzią o eutanazji dla osób starszych, że to najlepszy dla nich koniec życia. I tutaj się skompromitował totalnie. Ale widać lemingi i tak dały kasę na jego mafię-patrząc po milionach zebranych w 1 dzień....
Tak gdzieś 2 tyg przed w internecie zaczęły krążyć obrazki pokazujące jak to jest naprawdę z tą dobroczynnością wośp. Czarno na białym było pokazane że w porównaniu do Caritasu wośp może się schować. Po pierwsze Caritas pomaga potrzebującym cały rok i nie trąbi o tym.
Po drugie w przeciwieństwie do wośpu Caritas na zadania statutowe przeznacza aż 99% uzbieranej sumy. Przyznacie 49% różnicy piechotą nie chodzi?
Po trzecie odpierając bzdurny argument wyciągany przez niektórych, że Caritas pomaga tylko zaprzyjaźnionym z parafią... to już kompletna bzdura! Ciekawe jakie jeszcze pseudoargumenty lewacy...
Tak wgl to jak zobaczyłem jaka jest prawda o wośp to postanowiłem- w tym roku omijam agentów Owsiaka! I tak jak postanowiłem tak zrobiłem- na moje szczęście spotkałem tylko jednego, przy bramie kościoła. Jednak ominąłem go zdecydowanym krokiem.
Wieczorem przy kolacji jakoś tak spontanicznie rozgorzała dyskusja o wośp. Zaczęła się od tego, że znajomy mojej mamy, na pytanie co tak patrzy w necie odpowiedział że nic tak wszędzie dyskutują i oczerniają owsiaka. I tutaj się zaczęło moja mama oczywiście oburzona że jak to można krytykować "autorytet" jakim jest ten łysy okularnik zwany jurek siema ściema.... Ja powiedziałem że można. Znów oburzenie ze strony dwóch lewaków lemingów że przecież owsiak zbiera na ratowanie życia itp. Dodatkowo mojej mamy znajomy uderzył w czułą strunę tzn wylał pomyje na media o. Tadeusza Rydzyka- powiedział że Ojciec na tym zarabia dla siebie. Tutaj już miarka się przebrała- powiedziałem że Ojciec Tadeusz dzięki swoim mediom oczyszcza mózgi z szamba jakim karmią ludzi media gównianego nurtu. Na to powiedział ten znajomy czy się najjem świadomością społeczną czy chlebem. No i tutaj objawia się filozofia lewaka leminga- bezmyślnie żreć nie tylko materialne pożywienie ale także informacje bez jakiejkolwiek refleksji.... Czułem że wszystko się we mnie gotuje i zaraz wybuchnę więc ostentacyjnie wyszedłem. Kurwa nie będę się zadawał z takimi lemingami! Może fakt za mało podałem argumentów na poparcie swojej tezy ale co ja pocznę że jak się wkurzę to mnie zatyka z wściekłości i ani me ani be...?
Tak gdzieś 2 tyg przed w internecie zaczęły krążyć obrazki pokazujące jak to jest naprawdę z tą dobroczynnością wośp. Czarno na białym było pokazane że w porównaniu do Caritasu wośp może się schować. Po pierwsze Caritas pomaga potrzebującym cały rok i nie trąbi o tym.
Po drugie w przeciwieństwie do wośpu Caritas na zadania statutowe przeznacza aż 99% uzbieranej sumy. Przyznacie 49% różnicy piechotą nie chodzi?
Po trzecie odpierając bzdurny argument wyciągany przez niektórych, że Caritas pomaga tylko zaprzyjaźnionym z parafią... to już kompletna bzdura! Ciekawe jakie jeszcze pseudoargumenty lewacy...
Tak wgl to jak zobaczyłem jaka jest prawda o wośp to postanowiłem- w tym roku omijam agentów Owsiaka! I tak jak postanowiłem tak zrobiłem- na moje szczęście spotkałem tylko jednego, przy bramie kościoła. Jednak ominąłem go zdecydowanym krokiem.
Wieczorem przy kolacji jakoś tak spontanicznie rozgorzała dyskusja o wośp. Zaczęła się od tego, że znajomy mojej mamy, na pytanie co tak patrzy w necie odpowiedział że nic tak wszędzie dyskutują i oczerniają owsiaka. I tutaj się zaczęło moja mama oczywiście oburzona że jak to można krytykować "autorytet" jakim jest ten łysy okularnik zwany jurek siema ściema.... Ja powiedziałem że można. Znów oburzenie ze strony dwóch lewaków lemingów że przecież owsiak zbiera na ratowanie życia itp. Dodatkowo mojej mamy znajomy uderzył w czułą strunę tzn wylał pomyje na media o. Tadeusza Rydzyka- powiedział że Ojciec na tym zarabia dla siebie. Tutaj już miarka się przebrała- powiedziałem że Ojciec Tadeusz dzięki swoim mediom oczyszcza mózgi z szamba jakim karmią ludzi media gównianego nurtu. Na to powiedział ten znajomy czy się najjem świadomością społeczną czy chlebem. No i tutaj objawia się filozofia lewaka leminga- bezmyślnie żreć nie tylko materialne pożywienie ale także informacje bez jakiejkolwiek refleksji.... Czułem że wszystko się we mnie gotuje i zaraz wybuchnę więc ostentacyjnie wyszedłem. Kurwa nie będę się zadawał z takimi lemingami! Może fakt za mało podałem argumentów na poparcie swojej tezy ale co ja pocznę że jak się wkurzę to mnie zatyka z wściekłości i ani me ani be...?
niedziela, 6 stycznia 2013
Kolejowa Polska A i B.
Stojąc w pt na Zachodnim, mając jeszcze dużo czasu do przyjazdu oczekiwanego pociągu z ciekawości zajrzałem do peronowego rozkładu jazdy.
Cóż kierunki takie jak Otwock, Sulejówek czyli leżące w 2 strefie mają dobre obłożenie. Ale spojrzałem na kierunek Ostrołęka, i tutaj zonk! z Zachodniej jest 0(słownie zero) pociągów.... Jedynie tylko jeden z Ostrołęki do Wawy i to wieczorem(19.06) i to też nie codziennie.... WTF?! Przecież to jawne odcinanie mieszkańców Ostrołęki i nie tylko od komunikacji! To sabotaż i jawna immobilizacja społeczeństwa!!!!
Dzisiaj sobie pomyślałem że z Zach do Ostrołęki może fakt nie jest najlepiej ale może z Wileńskiego jest więcej... tutaj kolejny zonk-po obczajeniu rozkładu w wyszukiwarce okazało się że też nie ma pociągów.... są tylko do Tłuszcza maxymalnie. Naszło mnie pytanie- gdzie jest Ostrołęka, tzn przed czy za Tłuszczem. Railmap rozwiał mój dylemat pokazując że jest za Tłuszczem i to tak blisko że można by spokojnie przedłużyć osobowe z Tłuszcza aż tam. Tylko oczywiście nie da się bo to już obsługuje inna spółka, inne województwo itp. Ręce opadają... Jakie to smutne że kolejowa Polska A to tylko stolica, a Polska B zaczyna się już kilkadziesiąt km od niej :(
Cóż kierunki takie jak Otwock, Sulejówek czyli leżące w 2 strefie mają dobre obłożenie. Ale spojrzałem na kierunek Ostrołęka, i tutaj zonk! z Zachodniej jest 0(słownie zero) pociągów.... Jedynie tylko jeden z Ostrołęki do Wawy i to wieczorem(19.06) i to też nie codziennie.... WTF?! Przecież to jawne odcinanie mieszkańców Ostrołęki i nie tylko od komunikacji! To sabotaż i jawna immobilizacja społeczeństwa!!!!
Dzisiaj sobie pomyślałem że z Zach do Ostrołęki może fakt nie jest najlepiej ale może z Wileńskiego jest więcej... tutaj kolejny zonk-po obczajeniu rozkładu w wyszukiwarce okazało się że też nie ma pociągów.... są tylko do Tłuszcza maxymalnie. Naszło mnie pytanie- gdzie jest Ostrołęka, tzn przed czy za Tłuszczem. Railmap rozwiał mój dylemat pokazując że jest za Tłuszczem i to tak blisko że można by spokojnie przedłużyć osobowe z Tłuszcza aż tam. Tylko oczywiście nie da się bo to już obsługuje inna spółka, inne województwo itp. Ręce opadają... Jakie to smutne że kolejowa Polska A to tylko stolica, a Polska B zaczyna się już kilkadziesiąt km od niej :(
Subskrybuj:
Posty (Atom)