niedziela, 24 lutego 2013

Kolej Polska odc 5

W tym samym czasie trwały roboty w kierunku Lublina, a dokładniej na stacji Pilawa.
Zbudowano tory w kierunku Garwolina wraz z ich elektryfikacją. Tory jak na razie tylko na odc 1 km, ale to zawsze coś. Dodatkowo elektryfikowano zespół bocznic i toramy odstawcze. Powstał także zalążek Słki na odcinku Pilawa-Łuków w postaci torów na razie na dług 1 km. Bocznica miała mieć dodatkowo obrotnicę w celu obracania pociągów towarowych, które w tym zespole bocznic były wyładowywane.
Koło torów odstawczych zaczęto budowę noclegowni dla maszynistów których pociągi kończyły bieg tutaj, a potem mieli wracać rano.
Przebudowano także układ torowy koło peronu 3 i torów odstawczych od strony Otwocka. Dodano dwa rozjazdy, by pociągi wyjeżdżające z torów mogły wjeżdżać na obydwa tory peronu 3.

Minęło 2,5 roku od wskrzeszenia kolei w Polsce. W tym dniu Prezes Kolei Polskiej miał dzień pełen roboty- bowiem oprócz zwyczajnej pracy czyli doglądania postępu robót i pomoc w nich udzielał wielu wywiadów dla prasy. Miał wszakże swojego rzecznika prasowego, jednak wolał się osobiście pokazać mediom by zrobić dobre wrażenie. Działał wg zasady „pańskie oko konia tuczy”.

Grafik prezesa aż kipiał od terminów- 8.00 wywiad dla TVN potem o 10 dla Gazety Polskiej i całego pakietu mediów prawicowych... potem jeszcze wywiad w TVP... cóż ciężki dzień.

Przyszła chwila pierwszego wywiadu. Pan Prezes uśmiechnięty i spokojny czekał na pytania.

Dziennikarz: Panie Prezesie, może takie pierwsze pytanie na rozluźnienie- jak to się stało że objął Pan fotel prezesa Kolei Polskiej?
Prezes: Panie Redaktorze, to wszystko zasługa moich zainteresowań koleją od przysłowiowej kuchni, zakochanie się w tym środku transportu. Zaczęło się to wszystko niepozornie- będąc w gimnazjum, pojechałem z babcią na pielgrzymkę do Lichenia. Pociągiem oczywiście(śmiech). Pamiętam doskonale, że to był pociąg dawnej kategorii IC. W drodze do Sanktuarium wszystko było w porządku, pociąg był o czasie. Jednak godzin odjazdu z W-wy Wschodniej oraz przyjazdu do Konina nie pamiętam(śmiech). Uprzedzając kolejne pytanie Pana Redaktora, który zapyta zapewne dlaczego mówię nagle o stacji Konin; przecież jechałem do Lichenia. Otóż tak się można dostać do Lichenia- pociągiem do Konina a stamtąd busem do Lichenia. Ale wracając do podróży- tak jak mówiłem w drodze do Sanktuarium wszystko było w porządku. Zaś z powrotem już tak różowo nie było- pociąg powrotny spóźnił się i to chyba z 10 min. Niby niewiele ale spóźnienie jest spóźnieniem. Do tego podczas kontroli okazało się że kasjerka wydała mi i mojej babci zły bilet- konduktor zobowiązał się że wyda nam zastępczy przed Warszawą. Potem przyszedł i przeprosił za zamieszanie i przyznał że to on popełnił błąd. Do W-wy dojechaliśmy z opóźnieniem. Okazało się dodatkowo iż nasz pociąg został wpuszczony na inny tor niż przewidziano, z powodu tegoż opóźnienia. Po powrocie do domu naszły mnie myśli że tak mówimy że kolej to kolej tamto... ale dlaczego tak jest? I wtedy postanowiłem się zainteresować tym środkiem transportu „od kuchni”. Pamiętam zacząłem od Wikipedii i strony o oznaczeniach taboru. Potem to się wszystko rozwijało... zaznajomiłem się nawet z maszynistą z Kolei Mazowieckich-dawnej spółki samorządowej na Mazowszu. Muszę przyznać że gdy KM powstawało, ja wtedy byłem na początku „miłośniczenia”, to miałem okres fascynacji tą spółką. Wynikało to z tego że wcześniej pod „rządami” spółki Przewozy Regionalne pociągi regionalne wyglądały okropnie... EN57 były pomalowane na pomarańczowo ale tego koloru nie było widać spod grubej warstwy graffiti, którego nie dało się zmyć w normalnych warunkach- dopiero podczas naprawy rewizyjnej... zdarzały się nawet przypadki, kiedy to EZT jadąc z zakładów naprawczych został zamazany przez graficiarzy...
KM to była nowa jakość- oprócz ładnego malowania, które w razie ataku graficiarzy można było łatwo oczyścić zaoferowali pasażerom również szereg udogodnień tj Wspólny Bilet tzn można było jeździć pociągiem na Kartę Miejską.
I tak się moje życie toczyło... takim przełomowym momentem, kiedy to zacząłem snuć plany o przejęciu fotela prezesa kolei był czas liceum, a właściwie projekt z przedmiotu podstawy przedsiębiorczości o własnej firmie. Wtedy stworzyłem projekt nowej kolei. No i teraz jestem realnie prezesem(śmiech).

Dziennikarz: No dobrze Panie Prezesie... ale jak Panu się udało w tak krótkim czasie-2,5 lat wyciągnąć kolej na prostą? Przecież jak Pan pamięta, w momencie gdy obejmował Pan stanowisko, kolej w Polsce dosłownie się nie istniała...

Prezes: Panie Redaktorze- to wszystko kwestia, tak jak wspominałem już wcześniej- dobrego pomyślunku, zaplanowania wszystkiego w najdrobniejszych szczegółach. Faktycznie, kiedy obejmowałem stanowisko, kolej wyglądała jak po zagładzie. Nie powiem- płakać mi się chciało, nad tym co widziałem, co poprzednie rządy zrobiły, ale powiedziałem sobie- nie czas na rozczulanie się, trzeba się wziąć do ostrej roboty. I wziąłem się.
Tajemnicą mojego sukcesu jest to, iż postanowiłem sobie, że nie będę jak moi poprzednicy-lenie i nieroby zwalające całą robotę na innych, czekających tylko na grubą kasę za nic, uśmiechający się przed kamerami i gadających bzdury jak to oni ciężko pracują... do tego nieznających się na specyfice kolei, bo pracowali wcześniej w innych wogólne nie związanych z koleją branżach np. bankowości, do tego dostali tę posadkę z mianowania partyjnego, jeszcze dodatkowo wozili swoje 4 litery luksusową limuzyną - powiedziałem temu zdecydowanie NIE!!!!
Gdy obejmowałem stanowisko, powiedziałem sobie że będę inny niż moi poprzednicy-tzn będę jednym z osób w zespole administracyjnym. 
 
Wg teorii starego systemu czyli moich poprzedników moja rola ograniczała się do obijania się, brania ciężkich pieniędzy za to no i może od czasu do czasu sprawdzenie jak idzie praca. Ja temu powiedziałem stanowcze VETO! Postanowiłem, że nie będę się wywyższał i będę jednym z nich tzn będę pomagał mojemu zespołowi w budowaniu nowej kolei w Polsce.
Co do budowy linii kolejowych, to po upadku nieboszczki PKP pozostało wiele taboru technicznego nieużywanego. Do tego oczywiście trzeba ludzi, ale sobie pomyślałem- cholera mamy takie wielkie bezrobocie, więc może przechwycić to towarzycho?(śmiech), jak to mówił Jan Pietrzak w swoim monologu z 94 roku.
Więc dałem ogłoszenie że jest wiele wakatów na nowej kolei. Przyznam się że się wielu zgłosiło, i to w znakomitej większości pasjonaci kolejnictwa, więc z przyjemnością ich zatrudniłem.
Obecnie prowadzę nabór na stanowiska bezpośrednio związane z ruchem kolejowym czyli maszynistów, drużyny konduktorskie, dyżurnych ruchu itd.
Planuję, że gdy zakończy się budowa linii nr 7 puścimy tam ruch kolejowy. Obecnie dodatkowo prowadzę rozmowy z producentami taboru w sprawie dostaw nowego taboru. Ale to nie będzie wyglądało tak jak to było wcześniej- mój plan jest taki że obok modernizacji starszego taboru tzn EZT EN57 do standardu EN57A czyli asynchronicznych planuję jak na razie dostawy EZT EN75 Flirt.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz