poniedziałek, 29 października 2012

Zima czyli odwieczny problem kolei.

W sobotę Polskę zaskoczyły intensywne opady śniegu. Dzisiaj ścisnął mróz, -8 i znów zima zaskoczyła kolej. Wyszedłem wcześniej na pociąg, mając na uwadze śliskie chodniki. Będąc już na wysokości księgarni widzę że z przystanku kolejowego rusza pociąg. Oczy momentalnie zrobiły się jak dwie pięciozłotówki, szybkie spojrzenie na zegarek, i okazało się niemożliwym wcześniejsze przybycie pociągu, którym miałem zamiar jechać na uczelnię. Była bowiem 7.05 a mój pociąg odjeżdża 7.12. Ale po tym co zauważyłem na bocznych wyświetlaczach wywnioskowałem że to jakiś inny pociąg. Po dojściu na peron(oczywiście nie ma komu odśnieżyć więc śnieg z soboty przymarzł i jest ślisko, niech to szlag! Jednak dzięki poręczom umieszczonym na krawędziach podjazdu peronowego udało mi się wejść na peron) okazało się że ten pociąg który mi uciekł to był dodatkowy osobowy do Skierniewic, odjeżdżający o 7.04. Odjechał o 7.05 czyli z minutowym opóźnieniem, ale w warunkach zimowych to jest bdb. Czekałem na swój pociąg, przy okazji patrząc na darmowy pokaz sztucznych ogni dawany przez SKMkową żabcię czyli EZT 35WE. 7.15-gdzie się podział mój pociąg? Jest 7.21-mój przyjedzie prawdopodobnie w planie SKM, albo będzie owa SKMka. Jednak ów poszukiwany pociąg przyjeżdża z ponad 10 min opóźnieniem. Drzwi się otwierają i po wymianie pasażerów okazuje się że pociąg jest napaakowany na full. Kurcze, 100% zapełnienienie już w Józefowie, a przed nami jeszcze tyle przystanków i stacji..... będzie jazda na śledzia.... i była. Ludzie się wciskali na chama byleby się zmieścić w pociągu, bo nie wiadomo kiedy następny przyjedzie... Załamka.... do tego ci co jeżdżą na jednorazowych muszą jeszcze przepchać się do kierpocia po bilet, a on biedny uwija się jak może pomiędzy podawaniem sygnału do odjazdu a sprzedażą biletów.... Paranoja.... Ja sam cofałem się wgłąb składu, aż wreszcie tłum popchnął mnie na puste miejsce siedzące. Ha! Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło! Usiadłem gdzieś w Międzylesiu i tak już do samej Zachodniej jechałem. Po południu udało się zrobić tak, żeby ostatni wykład skończyć planowo, i zdążyć na osobowy 15.14 W-wa Zachodnia-Celestynów. Nareszcie pociąg na horyzoncie. Wjeżdża na peron i pierwsza reakcja na to co zobaczyłem: WTF?! Jedna jednostka do Celestynowa? Powaliło KM?! Na Zachodnim na szczęście miejsc do wyboru do koloru, i do tego ciepło! Bomba! Jednak tak fajnie było tylko do Śródmieściu; w mig tłum pasażerów zajął wszystkie miejsca siedzące, a ci którym się nie udało zaklepać, stali. I znów to samo co rano- już jest pełno ludzi, a co będzie dalej? Moje obawy były uzasadnione-każdy kolejny przystanek/stacja to nowa porcja pasażerów, jak to zwykle w godzinach szczytu. Do tego gdzieś koło Międzylesia zjawił się kierpoć z zamiarem kontroli biletów. No bez jaj!-zupełnie słuszna reakcja młodzieży- od groma ludzi i jeszcze kontrola biletów.... Żeby tego było śmieszniej kierpoć zmylił ludzi; najpierw podał sygnał do odjazdu, później zabrał się za kontrolę. Do tego jeszcze po podaniu sygnału ofuknął pasażera, który z braku innego miejsca stojącego stał w przejściu, skutecznie tarasując kierpociowi wyjście. Na to pasażer zapytał się gdzie ma w takim razie stać? Kierpoć na to że jest na tyle składu miejsce. Bitch please! Zapełnienie ponad 100% zero wolnego miejsca. Cały człon tym razem ofuknął kierpocia za taką odpowiedź. Spoglądając na kierpocia przez głowę przeszła mi myśl "Kogo KM zatrudniają?" Kierownik wyglądał z deczka gangstersko.... Gdy dotarłem do domu odetchnąłem z ulgą że ta przygoda się skończyła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz